„Kaczor i mewa”

Na Wiślanym Zalewie
oświadczył się kaczor mewie.

Rys. Andrzej Wierciński/1912-1987

„Nic z tego, panie kaczorze,
z kaczką, z kaczką się ożeń!
Chcesz mnie za żonę? – Figa z makiem.
Mój mąż musi być morskim ptakiem.
Mnie nie potrzeba pasibrzucha…
Za kaczkę mógłby wziąć mnie kucharz
i razem z tobą, mój kaczorze,
mógłby mnie jeszcze wziąć na rożen”.

Zawiesił dziób kaczor i płacze:
„Trzeba mi wrócić do kaczek”.

Lecz jeszcze tego wieczora
wiatr kaczkom powiedział w sekrecie,
że mewa wyśmiała kaczora
i nie chce go za nic na świecie.

„Zdradził nasz ród! – krzyczą kaczki. –
Czekaj, nie minie cię kara.
Gdzie indziej szukasz żeniaczki?
Gdy wrócisz, powiemy ci – wara!”

Rys. Tomasz Rumiński /1930 - 1982/

Rys. Tomasz Rumiński /1930 – 1982 /

W ten sposób pędził kaczor rad nierad
żywot starego kawalera.

Wiersz Tadeusza Śliwiaka /1928 – 1994/jest w antologii „Szedł czarodziej”.

„Poczta”

Do obrazkowej książeczki Bogusława Orlińskiego,
dodałam wiersz „List z wakacji” Tadeusza Śliwiaka.

Kochani Rodzice w mieście K.!
Wasz syn się całkiem dobrze ma.
Oddycha świeżym powietrzem,
a kiedy chłodno, śpi w swetrze.

Nie ma chrypki, kataru
ni słonecznego udaru.
Śpi co dzień po obiedzie
Od drugiej piętnaście do trzeciej.

Myje szyję i nogi.
Nie wchodzi do wody głębokiej.
I wstydu Wam nie przyniesie,
choć wychowuje się w lesie.

Jedyne, co trzeba mu więcej, to, proszę Mamy, pieniędzy.
Na lody śmietankowe. Na kino objazdowe.
Na oranżadę w proszku. Na czekoladę gorzką.
Na chałwę, na dropsy miętowe. Na kwaśne mleko – bo zdrowe.
I, proszę Mamy i Tatki, na różne inne wydatki.


Na koniec serdecznie pozdrawiam
Babcię i Dziadka z Wrocławia,
i ciocię Helę z córkami,
i kłaniam się Tacie i Mamie.

Wasz ukochany syn Jacek,
co nie ma pieniędzy na znaczek.

Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 300 tysięcy;  wydanie I z 1986 r.

„Żabi koncert”

Wierszyki Tadeusza Śliwiaka zilustrowała Emilia Piekarska-Freudenreich.

Urządzały koncert żaby.
Każdy więc, kto bilet nabył,
brzegiem stawu brnął przez błoto
żabiego słuchać rechotu.

Żabi koncert_okładkaIdą rządkiem kaczki kwacząc,
a za nimi sunie kaczor.
Idzie tuzin gęsi szarych,
a za nimi gęsior stary.
Idzie indor i indyczka,
paw dostojny i perliczka.
A na końcu dwa bociany,
każdy z nich ma dziób związany.
Chciał wejść, również tu i rak,
lecz już miejsca było brak.

Usiedli wszyscy.
Uciszył się tłum,
bo zaraz się zacznie
to żabie kum kum…
Pierwsza wystąpiła cętkowana ropucha,
co miała usta od ucha do ucha.
Głos jej echem rozległ się po całym stawie.
Śpiewała, aż jej oczy wychodziły na wierzch.
Po niej rechotały dwie zielone żabki,
co specjalnie przybyły tu gdzieś aż spod Rabki.
A na końcu wystąpił żabi bas i chórek
złożony z jego synów i córek.

Żabi koncert_blog

Znakomity był koncert
proszę Pań i Panów.
Wszyscy wprost w zachwyt wpadali.
Wszyscy –
prócz bocianów.
Bo one przekonane były o tym święcie,
że nie na koncert przyszły,
ale na przyjęcie.

Książeczkę wydał  KAW  w 1978 r.  Nakład – 80 tysięcy;  wydanie – II.

„Świąteczny Rynek”

Autorem wierszyka jest Tadeusz Śliwiak,
a świątecznych pocztówek – Bohdan Wróblewski.

Bohdan Wróblewski_01Stoi dziadek na Rynku, wita nas uśmiechem.
Włos anielski sprzedaje i złote orzechy.

Już z łańcucha futrzaste diabły swoje rozkuł,
co łby maja rogate z czerwonego wosku.

Już okręca się Rynek w wirującym śniegu,
cały w środku ze światła, a biały jest z brzegu.

Sukiennice sukienki wdziały koronkowe.
Srebrnym szronem porosły maszkaronom głowy.

I przybyli tu także w kożuchach szopkarze,
od złota im jaśnieją i ręce i twarze.

Każda szopka jak gwiazda pełna wież, wieżyczek,
galeryjek i okien, portali i drzwiczek.

B_Wroblewski_02

Pełno dzwonków tu srebrnych, zegarów wąsatych,
chorągiewek na wietrze i kopuł pękatych.

A wszystko to się świeci, iskrzy się i żarzy.
I w barwach się prześciga rysunkiem witraży.

„Krakowski stragan”

Autorem 23 wierszy jest Tadeusz Śliwiak / 1928 – 1994 /.
Ilustrowała Zofia Darowska.

„DIABEŁ  I  BABA”

Na krakowskim rynku bije baba diabła.
„Zjadłeś mi śmietanę, to mi za nią zapłać!”

Uciekł diabeł w Grodzką i w Senacką skręcił,
a za nim przekupka z grubym kijem pędzi.

Dopadła go znowu aż na Kanonicznej,
zdrowo go okłada – diabeł z bólu kwiczy.

„Zlitujże się babo, nie mam ni dukata.
Za mój dług ci będę koszyki wyplatał.”

„Nie trza mi koszyków, ty czarcie plugawy,
tu ci nie pomoże sam Lucyper nawet.”

Ledwie uszedł z życiem, a tak się wystraszył,
że go już nie spotkasz dziś w Krakowie naszym.

Dopóki tu jeden choćby stragan stoi,
diabeł nie powróci, bo się baby boi.

Książeczka pochodzi z  WYDAWNICTWA  LITERACKIEGO.
Nakład – 30 tysięcy;  wydanie I z 1971 r.

„Wielkie Święto”

Nauczycielom

Bardzo, ale to bardzo na tym mi zależy,
abym mógł spojrzeć dziś z Mariackiej Wieży
na Rynek Krakowski,
bo właśnie tam w dole
pięknie mienią się w słońcu
barwne parasole.
A pod nimi kwiaciarki
wiążą mocnym łykiem
czerwone i białe róże
i biało-czerwone goździki.
Kto na rękawie tarczę szkolną nosi,
dzisiaj o kwiaty najpiękniej prosi.

Bo dzisiaj w całej Polsce
Dzień Wielkiego Święta,
o którym każdy uczeń
na pewno pamięta.

Wierszyk Tadeusza Śliwiaka pochodzi z książeczki „Złota trąbka”.

„Złota trąbka”

Autorem 16 wierszyków jest Tadeusz Śliwiak / 1928 – 1994 /.
Ilustrował Zbigniew Rychlicki / 1922 – 1989 /.

„CHODZI   JESIEŃ  PO  LESIE”

Chodzi jesień po lesie,
wydeptuje dróg wiele.
Chodzi jesień po lesie,
płaci złotem za zieleń.

A co ujdzie kawałek,
to przysiądzie na pniaku,
gładzi wrzosy zrudziałe
i coś woła do ptaków.

Chodzi jesień po lesie,
drzewom nisko się kłania,
za nią wiatr liście niesie,
nieba więcej odsłania.

A na niebie wysoko
klucz żurawi szybuje.
Lecą ptaki. A dokąd?
– Tam gdzie lato zimuje.

Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 50 tysięcy;  wydanie I z 1988 r.

„Dwa gole”

Wierszyk Tadeusza Śliwiaka znajduje się w „Bajkotece drugiej” z 1985 r.

Były sobie dwa gole.
Oba nie strzelone.
Z piłkarzami biegały
po trawie zielonej,

Spytał jeden drugiego:
– jak myślisz, Kolego?
W jaki sposób cię strzelą,
z rogu czy z „karnego’?

Co ty mówisz! – odkrzyknął
polski gol do Włocha.
Padnę z podania Dejny,
a strzeli Gadocha.

Natomiast ty paść możesz
tylko dzięki gratce.
Nie zdziwiłbym się wcale,
nie widząc cię w siatce.

Mamma mia! – ty myślisz,
że Włosi oseski?!
– Skądże znowu, lecz popatrz,
w bramce – Tomaszewski!

Tak sprzeczały się z sobą,
tocząc się po ziemi,
racji swej niepewni.
Wygrana – czy remis?

„Pocztówkowe” zdjęcia pochodzą z lat siedemdziesiątych.

„Klub Dwunastu Miesięcy”

Przyszedł do Stycznia Luty,
pokazał mu swoje buty
i rzekł z miną dziarską:
– Załóżmy drużynę piłkarską.

Styczeń podumał przez chwilę
i rzekł: – Może się mylę,
lecz aby dobrze nam się grało,
jest nas trochę za mało.
W ping-ponga, owszem,
lub jak chcesz – w warcaby,
ale z piłką do Marca
poczekać trzeba by.

Marzec się zgodził.
kwiecień przystał z chęcią.
A gdy Maj doszedł ,
było ich już pięciu.
Dogadali się szybko
i po krótkiej przerwie
przyłączył się do nich
jeszcze jeden – Czerwiec.

Czytaj resztę wpisu »

„Bajkoteka druga”

50 wierszy Tadeusza Śliwiaka / 1928 – 1994 /
zilustrował Janusz Stanny.

„JAKIE  TO  MIASTO”

Wyjdziesz z dworca
na Basztową…
Gdzie ulica druga taka?
W środku Planty,
a przed tobą
jak ogromny pień – Barbakan.

Wieżyczkami niebo kłuje,
dźwiga bram żelazne kraty,
a tam w środku,
za murami,
rybałt śpiewa
swe ballady.

Przed Mariacką staniesz wieżą,
gdzie na trąbce, co godzina,
strażak gra legendę starą
o najeździe Tatarzyna.

Jak przed laty strzałą tknięty
hejnał nagle się urywa.
Powiedz, w jakim jesteś mieście.
Jak to miasto się nazywa?

Książeczka pochodzi z  Wydawnictwa Literackiego.
Nakład – 100 tysięcy;  wydanie I z 1985 r.

„Dwie brzydkie papugi”

Jedna papuga z drugą papugą
o trzeciej papudze
plotkowały długo.

Że ma farbowane piórka,
że wygląda jak zmokła kurka,
że ma pstro w głowie,
że po francusku słowa nie powie,
że nie wie, ile jest dwa więcej dwa,
że długo śpi
i zeza ma,
że ma owłosione nóżki,

że takie nóżki to wstyd dla papużki…

A wiecie, czemu o tamtej
mówiły tak papugi dwie?
– Bo ona była ładna,
a one nie.

Wierszyk Tadeusza Śliwiaka pochodzi z pierwszej „Bajkoteki”.

„Bajkoteka pierwsza”

34 wierszyki Tadeusza Śliwiaka / 1928 – 1994 /
zilustrowała Zofia Darowska.

„CO CHCIAŁ WIEWIÓRCE SPRZEDAĆ LIS”

Spotkał lis
wiewiórkę w lesie.
Co tam, lisie,
w worku niesiesz?

Powiem chętnie,
skoro pytasz.
Mam tam coś,
co ci się przyda.

Pomóż mi
rozwiązać sznurek.
Mam coś właśnie
dla wiewiórek.

Co za cudo!
Zobacz, proszę.
Oddam ci je za dwa grosze.

Po cóż mi te twoje kleszcze?
Ja mam zęby
zdrowe jeszcze!

I nie mogła wiewiórka
opanować śmiechu,
bo lis chciał jej sprzedać
dziadka do orzechów.

Książeczka pochodzi z  Wydawnictwa Literackiego.
Nakład – 100 tysięcy;  wydanie I z 1982 r.

« Older entries