„Wiersze satyryczne…

… dla Pań i Panów z niebieską tarczą”
napisał i zilustrował Zbigniew Lengren /1919 – 2003/.

„KTO  TO  MOŻE  BYĆ?”

Wiersze satyryczne_okładkaNigdy się nie bił z chłopakami,
nie ciągnął dziewcząt za warkocze,
na spacer chodził z rodzicami
i uczył się okrągły roczek.
„Przepraszam” – mówił i –  „dziękuję”,
nogi przed spaniem mył codziennie,
z klasówek nie obrywał dwójek
i wiersze deklamował pięknie.
Nie ściągał i nie podpowiadał,
nie hałasował, siedział prosto,
nie mówił: „… znowu tyle zadał!”,
a w domu się nie kłócił z siostrą.

Jadł chętnie kaszę, pijał tran,
okładał książki i zeszyty,
mył wannę i zakręcał kran,
przyszywał sobie sam guziki!
Przed kolegami się nie chwalił,
robił gazetki, śpiewał w chórze,
gdy było chłodno nosił szalik
i nie przechodził przez kałuże.
Nie ślizgał się po korytarzach,
stawał w szeregu, chodził w parach,
wszystkich śniadaniem swym obdarzał
i nigdy nie był na wagarach.

Wiersze satryryczne_blog

Jak się nazywa? – zapytacie.
Ten chłopiec zwie się ideałem,
lecz muszę wyznać wam otwarcie:
nigdy takiego nie spotkałem.

Książeczkę wydała  NK  w 1973 r.  Nakład – 30 tysięcy;  wydanie – I.

Reklamy

„Gałgankowy skarb”

Wierszyk napisał i zilustrował Zbigniew Lengren / 1919 – 2003 /.

Aa… aa… a! Bee… ee… e!
Ja moją szmacia… ną laleczkę chcę!

Płacze Kasia mała, łzy jej ciurkiem płyną,
bo z samego rana Murzynek jej zginał.
Murzynek malutki, szmaciany chłopaczek,
leży gdzieś samiutki i też pewnie płacze.

– Nie płacz, Kasiu, nie płacz, znajdziemy Murzynka.
Szuka twojej zguby calutka rodzinka:
mama w łóżeczku, ciocia w garnuszkach,
babcia w wózeczku, dziadek w pieluszkach,
brat w szkolnej teczce, tato za szafą,
Wujek za piecem. pies pod kanapą.

– Aa… aa… a! Bee… ee… e!
Ja mego małe… go Murzynka chcę!

Czytaj resztę wpisu »

„Borek, Topek i Aza”

Książeczkę napisał i zilustrował Zbigniew Lengren / 1919 – 2003 /.

… Gdyby słannym ronkiem
wzlecieć mi skowronkiem,
gdyby jaskółeczką bujać mi po niebie,
gdyby rzybką w rece płynąć mi do ciebie,
Borku mój, do cieeeebieee!

– Nic z tego nie rozumiem – westchnął pan Paprotko.
– Co to jest?

– Halka Monisława Staniuszki – odpowiedziała z drzewa Aza.
– Aza, znowu przekręcasz wyrazy – powiedziała Dorotka, która zbliżyła się drzewa.
– Przecież pan Paprotko pomyśli, że ty nie umiesz mówić…
Nie  Monisława Staniuszki,  tylko Stanisława Moniuszki
i nie  słannym ronkiem, tylko rannym słonkiem!
Pokręciłaś też  rybke w rzece i chyba chciałaś zaśpiewać  Jaśku,  a nie Borku?

– Moim zdaniem tak też jest ładnie – powiedział do Topka Borek.


Pan Bazyli Paprotko zaczął wreszcie pojmować, co to wszystko znaczy, gdy usłyszał od Dorotki, że to dziwne zjawisko przyrodnicze jest uczoną papugą…

Książeczkę wydała  NK  w 1984 r.  Nakład – 40 tysięcy;  wydanie – II.