„Dziwne przygody płynącej wody”

Książeczkę napisali: Karol Szpalski i Marian Załucki.
Ilustrowała Barbara Gawdzik.

… Aż tu nagle przy opłotkach,
Z drugim się strumykiem spotkał.

– Dobrze, żeśmy się spotkali!
Popłyniemy razem dalej!

Sam się nudzę, kiedy ciemno!
Popłyń ze mną! Popłyń ze mną!

Połączyły się strumyki.
Płyną razem, płyną dumnie –
Lecz się nawet nie spostrzegły
Jak z nich powstał jeden STRUMIEŃ…

Książeczka pochodzi z Wydawnictwa Literackiego.
Nakład – 45 tysięcy;  wydanie V z 1965 r.

Reklamy

„Ananasy z naszej klasy”…

Ananasy_blog
… to 7 wierszyków, napisanych przez Karola Szpalskiego i Mariana Załuckiego:
– Basia-płaczka –
– Dyżurny Ptyś –
– Wisia-strojnisia –
– Ada-co podpowiada –
– O Felku, który nigdy nie kładł niczego na swoje miejsce –
– I po co zmyślać –
– Kubuś spóźnialski –

Ilustrowała Barbara Gawdzik-Brzozowska.
Nakład 45 tysięcy egzemplarzy pochodzi z krakowskiego Wydawnictwa Literackiego i
jest to VI wydanie.

Wybrałam fragment z wierszyka o Ptysiu, bo kto z nas nie był dyżurnym ? :) Poza tym, jego nazwisko kojarzy mi się z  Balbinką, ale to już zupełnie inna bajeczka.

Kto odpowiada dziś za klasę?
Alojzy Ptyś! Alojzy Ptyś!
Kto zajęć ma dziś całą masę?
Alojzy Ptyś! Alojzy Ptyś!
Kto ma uważać, oczywista,
Żeby tablica była czysta,
Żeby przewietrzyć klasę szkolną,
Nie robić tego co nie wolno,
Nie hałasować, nie tłuc szyb,
Z akwarium nie wyjmować ryb,
Nie brudzić nowych map łapami,
Stołów nie znaczyć ołówkami.
Kto na to ma uważać dziś?
Alojzy Ptyś! Alojzy Ptyś! …

„Pan Słowik”…

… Mariana Załuckiego jest pastiszem „Spóźnionego słowika”  Juliana Tuwima.

kpiny-i-kpinki_Denerwuje się pan Słowik… już prawie dwunasta,
A tu pani Słowikowa wciąż nie wraca z miasta.
On
już sprzątnął, pozamiatał i pościerał kurze,
Lśni
czystością całe gniazdko! (G2 – niezbyt duże).
Czas najwyższy, by się wreszcie zabrać do obiadu,
A tu pani Słowikowej ciągle ani śladu.

Co tu robić? Co gotować? Rozpacz go ogarnia.
Wczoraj byli Wróbelkowie – i pusta spiżarnia!
Wreszcie wraca  Słowikowa:
„Nie gniewaj się stary,
Ale straszna dziś kolejka była po komary.
O motylkach szkoda marzyć, a muszki mrożone,
Więc komary tylko wzięłam. Proszę – oto one.

Weź je oskub i wypatrosz i ugotuj w garnku!
Ja nie mogę – mam dziś koncert w Łazienkowskim Parku.
Wszystkie miejsca wyprzedane, gałązki i loże,
Prasa będzie, recenzenci, sam pan Waldorff może …
Jednym słowem wielka gala – nie jakaś chałturka,
Przygotować więc się muszę i przyczesać piórka!”

Westchnął tylko biedny Słowik, przypiął fartuch z listka –
I do garów! Taki los już, gdy żona artystka.
Znana, sławna, rozrywana i zarabia krocie …
A pan Słowik? Także śpiewa, ale przy robocie!
Jedną tylko ma dziś radość: tę chwilę upojną,
Kiedy czyta u Tuwima, jak to było przed wojną.

Podejrzewam, że jeszcze nie raz będę wracać do twórczości M.Załuckiego.