„Wiewiórka z plant”

Wierszyk Tadeusza Śliwiaka /1928 – 1994/ i pocztówki z ubiegłego wieku
Tomasza Rumińskiego /1930 – 1982/ oprócz wiewiórki, którą namalował
Janusz Grabiański /1929 – 1976/.

Gdzie szukać ciebie, nie wiem.
Na jakim mieszkasz drzewie?
Ruda wiewiórko,
zwinna wiewiórko,
przyjdź, coś dla ciebie mam.

Smacznych orzeszków
cały woreczek,
na szyję twoją
złoty dzwoneczek.
Ruda wiewiórko,
miła wiewiórko,
przyjdź, coś dla ciebie mam.

Świat cały ośnieżony.
Po śniegu brodzą wrony.
Ty na swym drzewie
o mrozie nie wiesz,
bo ciepłe futro masz.

Zwinna jak płomień,
ruda wiewiórko,
skaczesz po drzewach
lekka jak piórko.
Przyjdź do mnie, proszę,
po złoty orzech.
Przyjdź, na dwóch łapkach stań.

Reklamy

„Bajka o Śnieżce”

Wandy Grodzieńskiej z pocztówkami Danuty Imielskiej-Gebethner.

Nocą gwiaździstą po leśnych ścieżkach
Chodzi z koszyczkiem królewna Śnieżka.
Srebrne gwiazdeczki sypie na drzewa
I kołysankę srebrzystą śpiewa:

Śpijcie pod korą, muszki i chrząszcze!
Śpijcie, borsuki, zaszyte w gąszcze!
Zaśnij, zajączku, nie drżyj jak listek –
Zasypię ślad twój śniegiem puszystym.
Wiewiórki rude, kolczaste jeże,
Śpijcie pod śniegu gwiaździstym niebem!”

Z koszyczkiem Śnieżka wędruje nocą.
Gwiazdy na niebie ścieżkę jej złocą.
I sierp księżyca cieniutkim rogiem
Jak latarenka wysrebrza drogę.

Wtem zabrzęczały dzwonki jak kryształ.
Ktoś krzyknął z boku: – Królewno, przystań!
Rżą białe konie i z białych sani
Mróz wyskakuje w płaszczu rozwianym.

– Chodź, Śnieżko, Zima już czeka na nas,
W zawiei będziesz tańczyć do rana.
Gdy zatańczymy z wiatrem w zawody,
W rzekach aż do dna zamarzną wody,
A w drzewach leśnych zdrętwieją soki,
Zginą zwierzęta w dziuplach głębokich.

– Nie chcę iść z tobą! – krzyknęła Śnieżka. –
Nie waż się mrozić ptaszęcych mieszkań.
Moim zwierzątkom szkodzić się nie waż!
Będę je w ciepłym śniegu ogrzewać.
Królowej Zimie padnę do kolan,
Niech cię wypędzi z lasu i z pola.

Mróz się zadziwił, stropił okropnie
I zaraz zmalał o kilka stopni.
Zaciął koniki i wskoczył w biegu…
Pewno odjechał prosto na biegun.

Królewna Śnieżka… jest również  TUTAJ  :)

Konkurs szopek krakowskich

… odbywa się – corocznie – w pierwszy czwartek grudnia.
O dziewiątej rano –  przy pomniku Adama Mickiewicza –
gromadzą się szopkarze, aby zaprezentować swoje prace.
W samo południe szopkarze formują pochód i przenoszą
swoje dzieła do Muzeum Historycznego, gdzie w niedzielę
– również w południe – zostaną ogłoszone wyniki konkursu.

Konkurs jest otwarty i każdy może zgłosić maksimum
trzy szopki. Prace oceniane są w kategoriach: seniorów, młodzieży i dzieci.
Szopki… senioralne podzielone są na 4 grupy, uzależnione od wysokości:
I – duże (powyżej 120 )
II – średnie (od 70 do 120 cm)
III – małe (od 15 do 70 cm)
IV – miniaturowe (do 15 cm)

Jury konkursu ocenia szopki w oparciu o następujące kryteria:
– nawiązywanie do tradycji – dekoracyjność – kolorystyka – architektura
– lalki – nowatorstwo – elementy ruchome – ogólne wrażenie estetyczne.

Pierwszy konkurs szopek krakowskich odbył się 21 grudnia 1937 roku,
a dzisiaj – szopkarze stają w konkursowe szranki po raz 75 !!!!

Świąteczne pocztówki pochodzą z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku :)

„My górnicy”

Wierszyk Hanny Łochockiej zilustrował Antoni Boratyński.

Czarne nasze ubranie,
czarna ściana przed nami,
czarny węgiel w tej ścianie
skruszy świder, dynamit.

Czarne są korytarze,
chociaż światło w nich płonie
czarny pył pokrył twarze,
czarny pył pokrył dłonie…

Co rok, w czwartym dniu grudnia,
idą starsi i młodzi,
aby gwarnie i ludnie
Dzień Górnika obchodzić.

Strojny sztygar na przedzie,
strojna żona i córka.
Niech do tańca ich wiedzie
miła sercu Barbórka!…

Książeczka pochodzi z  KAW .  Nakład – 200 tysięcy;  wydanie I  z  1985 r.

„Mój tatuś jest kolejarzem”

Książeczkę opracowała Elżbieta Brzoza, a zilustrowała Halina Gutsche.

Książeczka była wydana przez  KAW  w 1983 roku.
Nakład – 200 tysięcy;  wydanie – II.

W środku znajdujemy… zabawkę do wycięcia,
tzn. parowóz z wagonem, które należy wyciąć
i skleić według rysunków instrukcyjnych,
zamieszczonych na ostatnie stronie książeczki.

Z małej stacji Wielkie Podróże wyjeżdżamy na kolonie. Zawiezie nas mój tatuś
kolejarz. Tatuś jest maszynistą, prowadzi elektrowóz.
Sygnał do odjazdu daje tatuś Zbyszka – dyżurny ruchu. On też jest kolejarzem.
Tatuś Wojtka wie najlepiej, jakie stacje mijamy po drodze. Jak każdy konduktor
sprawdza pasażerom bilety kolejowe.
Dróżnikiem jest tatuś Joli. Zamyka szlaban, aby pociągi mogły bezpiecznie
przejeżdżać…

DZIĘKUJEMY  WSZYSTKIM  KOLEJARZOM!!!!

„Jesienna przygoda”

Książeczkę Joanny Papuzińskiej zilustrowała Anna Stylo-Ginter.

… Lecą pięć minut, a może dłużej,
aż tu przed nimi – zamkowe wzgórze.
Przez kamienną bramę
wjechali na zamek.
Wysiadają Kaśka i tata
i wędrują po pustych komnatach.

Dawniej żył tutaj król, oczywiście,
a dzisiaj – tylko jesienne liście.
Lecz już w kolejce każdy liść pcha się,
żeby do tańca zaprosić Kasię.

Kamienny rycerz patrzy ze ściany,
jak Kaśka tańczy taniec liściany
z listkiem brązowym,
z żółtym, ze złotym
sama jak listek albo jak motyl…

Książeczkę wydała  NK  w 1982 r.  Nakład – 40 tysięcy;  wydanie – I.

„Muchy króla Apsika”

Kłopoty króla Apsika opisał Antoni Marianowicz /1924 – 2003/.
Ilustrowała Maria Uszacka /1932 – 2017/.

… Wkrótce do króla jegomości
wszedł jakiś cudzoziemski gość – i
złożył królowi ukłon z dala,
mówiąc: „Jam słynny Ben Bujala.
Przybyłem z krańców świata w gości
na wieść o twej dolegliwości
i zaraz tu pokażę rad, co
potrafię zdziałać, wielki władco!”

Król odparł: „Aa… psik! Tak się męczę,
że wszystko dam ci chętnie, mędrcze,
nawet mej pięknej córki rękę,
jeżeli przerwiesz tę udrękę!”

Na to potężny rzekł czarodziej:
„Zachowuj odtąd się najsłodziej,
najgrzeczniej jak potrafisz, panie,
a wnet ustanie twe kichanie.
Ja, Ben Bulaja, cię ocalę,
więc wierz, o królu, w Ben Bujalę!”…

Książeczkę wydał RUCH.  Nakład – 60 tysięcy;  wydanie II z 1960 r.

Poniżej, link do książeczek i pocztówek Marii Uszackiej:
https://jarmila09.wordpress.com/category/ilustratorzy/uszacka-maria/

„Bajeczny ogród”

28 wierszyków Andrzeja Grzyba zilustrował Adam Kurłowicz.

ŚLIMAK

„Ślimak, ślimak, pokaż rogi –
Dam ci sera na pierogi.
Na pierogi, naleśniki,
Tylko nie bądź taki dziki”.

– Cóż to – obruszył się ślimak –
Rogi przy byle okazji pokazywać?
Naleśniki?… Chyba że z liści mlecza…
I jaki ze mnie dziki zwierz?
Nie gryzę, wilczych zębów nie mam.
Nie kłuję nawet jak jeż,
Nie gonię i nie uciekam.
Jak można takie bzdury pleść?

I ruszył swoją drogą,
Ślimaczym kroczkiem po trawie,
Dom na plecach niosąc.
Przystawał, żeby odpocząć,
Żeby listkiem uraczyć się mlecza,
Żeby rosy popić kropelką.

Nie spieszył się i nie spieszy,
Bo i gdzie, bo i po co?
Do domu, który niesie na plecach,
Zawsze zdąży przed nocą.

Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 100 tysięcy;  wydanie I z 1987 r.

„Kumotry diobła”

… to opowieści ludowe Śląska Opolskiego zebrane w latach 1953 – 1973
przez prof. Dorotę Simonides. Ilustrowała Emilia Freudenreich.

O  NIENAWIŚCI  PSA  DO  KOTA

Był raz wielki zjazd zwierząt. Ich król – a to był lew – spamiętał, że brakuje wielbłąda.
– Psie – zawołał. – Polecisz po wielbłąda i zaraz go tu przyprowadzisz, bo dziś są ważne wybory!
No i pies poleciał, ale nie wiedział, jak wielbłąd wygląda. Wiedział ino, że ma on wielki pukiel, no garb taki, pra!
No i leci pies, i pada: – O już tam stoi wielbłąd!
A on, wiecie, spotkał kota, co robił wielki garb.
– Przysłał mnie tu sam król, abyście prędko przybyli na nasz wielki wiec.
Kot się pięknie oblekł, upiększył się i wlazł na salę. A tam już są obrady
i ino wszyscy czekają na tego wielbłąda.
– Oto, królu, przyprowadziłem zwierzę z garbem! – pada pies, bo on był przekonany, że przyprowadził kamela.
Jak to kot usłyszał, że oni czekają na kamela, a nie na niego, to ze złości
skoczył psu do gardła i podrapał go. Pies na niego, ale kot uciekł.
I od tego czasu taka nienawiść między nimi.


Książeczka pochodzi z  LUDOWEJ SPÓŁDZIELNI WYDAWNICZEJ.
Nakład – 20 tysięcy;  wydanie I  z 1977 r.

„Opowieść o arrasach”

Autorką książeczki jest Wanda Chotomska (1929 – 2017).
Ilustrował Jan Marcin Szancer (1902 – 1973).
Kolorowe fotografie arrasów – D.Sprudin.

… 1 września 1939 roku wybucha wojna. W dwa dni później, kiedy hitlerowskie wojska wdarły się w głąb kraju, a niemieckie bombowce niszczyły polskie wsie
i miasta, zdecydowano wywieźć arrasy z Wawelu, aby uchronić je od zagłady.

U C I E C Z K A /fragment/

Patrzą głowy wawelskie –
na ścianach pusto.
Kazał zabrać arrasy
z Wawelu kustosz.
Noc ramiona wyciąga,

Wisła sennie się toczy,
płynie galar wiślany
środkiem Wisły i nocy.

Na galarze arrasy
odpływają z Krakowa
i wiślanym galarem
płynie arka cedrowa.
Patrzy wierzba schylona
w wodę lśniącą jak lustro,
śpi załoga galaru
i zmęczony pan kustosz.

Wierzba się nachyla
drżąca, niespokojna.
– Uciekajcie prędzej!
Niebem leci wojna!
Zasłonię was cieniem,
gałęzią oplotę
przed bomba ognistą,
przed strasznym nalotem.

Uciekały arrasy
przed wojenną pożogą
wiślanymi falami,
borem – lasem i drogą.
Przez rumuńską granicę,
przez Bukareszt spokojny –
byle dalej od wroga,
od pożaru, od wojny.

Uciekały przez Francję,
przez Kornwalię i Londyn.
A za nimi szła wojna
poprzez morza i lądy.
Aż je dowiózł „Batory”
na ojczystym pokładzie
do spokojnej przystani
w cichej, smutnej Kanadzie.

Książeczkę wydał  RUCH  w 1968 r.  Nakład – 45 tysięcy;  wydanie – II.

„Ucieczka rogatych Wikingów”

Książeczkę Władysława Krapiwina przełożyła Danuta Wawiłow.
Ilustrowała Ewa Salamon.

… Wojsko przeciwnika było doprawdy pocieszne. W poprzek drogi stało pięć
osób, uzbrojonych w co się dało.

Dziewczyna zamiast tarczy trzymała drewniana pokrywkę
od beczki. Szkrab Johnny – zabawkowy pistolet, zupełnie nieprzydatny w prawdziwej bitwie. Sierożka Wołoszyn w ogóle nie miał broni. Tylko bracia Dorinowie ukryli się za prawdziwymi, jak u Wikingów, tarczami.
Cała piątka rozciągała się rzadkim szeregiem, tylko Borys
i Staś stali ramię w ramię, zsunąwszy nie pomalowane tarcze.
– Zaraz dadzą nogę – pisnął Piskorz. – Nie będzie żadnej bitwy.
Ale wrogowie trwali nieruchomo.
– Może postanowili polec bohaterską śmiercią? – spytał Piskorz z niedowierzaniem.
– Siedź cicho – uciął wódz i nie odwracając się, rozkazał:
– Jeńców zamknijcie do wieczora w naszym sztabie. A Johnny’ego natychmiast
do mnie. Już ja z niego zrobię kotlet…
Oddział Sierożki w milczeniu oczekiwał wroga.

– Nie zwlekaj – szepnął wreszcie Staś. – Daj jej miejsce na rozbieg.
– Zaczynaj – poprosiła Wika
Wikingowie nadciągali jak płomienny czołg.
– Uwaga… – powiedział Sierożka. – Start!
Bracia Dorinowie rozsunęli tarcze i zdjęli ręce z rogów Lipy…

Książeczkę wydała  NK  w 1975 r.  Nakład – 40 tysięcy;  wydanie – I.

H U R R R A ! ! ! ! W A K A C J E ! ! ! !

„Duszki”

Wierszyki Franciszki Arnsztajnowej zilustrowała Danuta Przymanowska-Boniuk.

CO  DUSZKI  ROBIĄ  WE  DNIE

– Franiu, a te Duszki?
Co one robią we dnie? –
Co Księżna-Pani każe:
To wirydarze
W kwiaty stroją przednie,
To znów gracują dróżki
I piasku posypują złotem.
A potem

Ślęczą nad Księżny szatą,

Przędą i tkają,
Przędą i tkają
Babie lato.
Albo do lasu po grzyby
Na krzesła dla Księżnej-Pani.

Zimą kwiat zbierać z szyby,
To znów śnieżynek puszki
Na łoże i poduszki
Dla niej.
O, mają, mają,
Jak dzień długi pracę Duszki.

Książeczka pochodzi z  WYDAWNICTWA LUBELSKIEGO.
Nakład – 300 tysięcy;  wydanie  I  z 1985 r.

« Older entries