„Przygoda biedronki”

Autorem książeczki jest Igor Sikirycki /1920 – 1985/.
Ilustrowali Krystyna i Andrzej Milińscy.

… Wtem na skraju lasu, tuż obok jeziora,
Spostrzegła kapelusz pana Muchomora.

Przygoda biedronki_okładka– Leć ze mną – krzyknęła – masz tak piękne cętki,
Że pewnie w lataniu jesteś bardzo prędki.

A Muchomor na to: – Niestety, nie mogę.
Ty masz dwa skrzydełka, a ja jedną nogę.

Spostrzegła ślimaka, a z nim troje dzieci.
– Może ty ślimaku, na spacer polecisz?

Na to ślimak: – Latać mam wielką ochotę,
Ale spaceruję tylko na piechotę.

Spotkała jaszczurkę pod czerwonym murkiem.
– Leć ze mną, jaszczurko, dogonimy chmurkę.

A jaszczurka na to: – Myślisz, że tu źle mi?
Od latania wolę spacery po ziemi.

Przygoda biedronki_blog

Poleciała dalej poznać świat daleki,
A że wiatr się zerwał, wpadła wprost do…

Książeczkę wydała  KAW  w 1989 r.  Nakład – 100 tysięcy;  wydanie – I.

Z WIEWIÓRKĄ

W Światowym Dniu Książki

Nasze lektury_logoAby przeczytać książeczkę z tej serii należało ze środka
„Płomyczka” wyjąć 8 kartek i złożyć je wzdłuż zaznaczonych linii.

WIERSZYK  CESARZA  –  Alan Aleksander Milne

Nasze lektury_okładkaPewien znany mi Cesarz
po żywota zwykł kres aż
krótki wierszyk deklamować,
który warto jest znać.
Kiedy czuł się nietęgo,

gdy zraziło czymś się go,
gdy miał gości przyjmować,
gdy wpadł w studnię lub kadź
albo kiedy na balu
stanął damie na szalu,
lub ślizgając się fiknął,
po czym runął na wznak,
gdy był w kiepskim humorze,
szeptał sobie niebożę,
aż zły nastrój nie zniknął,
wierszyk, który brzmiał tak:

zzzz395 kopiaDwa razy dwa jest pięć,
więc pomnóż to przez siedem,
gdyś nadal zły,
odejmij trzy
i dodaj jeszcze jeden.
Trzy razy trzy jest sześć,
dwa możesz dodać też,
odejmij sto
lub pomnóż to.
W ogóle – rób co chcesz!

Kiedy mowę wspaniałą
mu kichnięcie przerwało,
kiedy zgubił koronę
i nie znalazł jej w mig
albo kiedy mu rano
zamiast zrazów podano
dwa gołąbki duszone,
a na deser – pięć fig,
albo gdy cesarzowa
była trochę nerwowa
i gderała bez przerwy,
że rozrywek jej brak,

Nasze lektury_blog

wtedy – w kiepskim humorze –
szeptał sobie, niebożę,
by ratować swe nerwy,
wierszyk, który brzmiał tak:

Dwa razy dwa jest pięć…

„Mały Afrykańczyk”

Autorką książeczki jest Ewa Szelburg-Zarembina.
Ilustrowała Maria Mackiewicz.

Mały Afrykańczyk_okładka… Szumią goździkowe drzewa. Szumią, pachną. Pachnące goździki plantator sprzeda fabrykantom perfum, fabrykantom wonnych olejków.
Owoce drzew goździkowych są maleńkie jak prawdziwe gwoździki z żelaza. Ile trzeba narwać tych maleńkich owoców, żeby napełnić nimi ogromne składy i wielkie statki w porcie?

Mniejsze dzieci oskubują najniższe gałązki. Większe dzieci wdrapują się po sprytnie wiązanych drabinkach, wysoko, na dziesięć metrów. I wyżej, na dwanaście, aż do wierzchołków drzew.
Mały Johanne, który pracuje tu pierwszy raz – zwinny jest jak małpka. Dzieciom mdleją palce. Słońce pali ich skórę, woda już wypita. Języki przysychają do podniebienia. Johanne jest spragniony i głodny. Zsunął się z drzewa i zbliża się do matki…

Mały Afrykańczyk_blog

Książeczkę wydała  NK  w 1959 r.  Nakład – 150 tysięcy;  wydanie – III.

„Legenda o krakowskim hejnale”

Autorką książeczki jest Wiera Badalska /1915 – 1981/.
Ilustrował Artur Gołębiowski.

Legenda o krakowskim hejnale_okładka… Stoi stary gród Wiślan
i w toń Wisły zagląda.
W grodzie spokój. Nikt nie wie,
że wróg groźny nadciąga.

Ale strażnik na wieży
pod bór spojrzał, na drogę.
Chwycił trąbkę – i hejnał
zagrał miastu na trwogę.

Co ten hejnał oznacza,
wiedzą starzy i młodzi.
Trąbka woła: Ostrzegam!
Wróg pod mury podchodzi!…

Legenda o krakowskim hejnale_blog

Książeczkę wydała  NK  w 1987 r.  Nakład – 375 tysięcy;  wydanie – I.

Poczytaj_mi_mamo

„Szop pracz”

Autorką książeczki jest Hanna Hirschler-Martyńska.
Ilustrował Zdzisław Byczek.

… Bóbr-sąsiad mocno był zdziwiony.
„Nie mógłbyś, bracie, żyć inaczej?
Wciąż tylko pierzesz jak szalony,
Czy zawsze będziesz szopem praczem?”

Szop pracz_okładkaSzop, który właśnie rybę złowił,
Mruknął szorując ją zawzięcie:
„Czy ja ci mówię, co masz robić?
Mnie odpowiada to zajęcie”.

Bóbr własnym już nie wierzył oczom.
„Gdy patrzę na to, złość mnie bierze.
Na moją tamę – zaklął – po co
W rzece śniadanie swoje pierzesz?

Toż ryba czysta – w wodzie pływa.
Po cóż na kpiny się narażać?
Dobrze być czystym, ale wybacz,
W niczym niedobrze jest przesadzać.

Szop pracz_blog

Uwierz mi, proszę – czas się zmienić,
Bo wiedziesz życie zbyt dziwaczne,
A może chciałbyś się ożenić?”
I szop sprowadził – szopa praczkę!…

Książeczkę wydała  KAW  w 1989 r.  Nakład – 150 tysięcy;  wydanie – I.

Z WIEWIÓRKĄ

„Legenda o warszawskim Bazyliszku”

Autorką książeczki jest Wanda Chotomska.
Ilustrowała Krystyna Michałowska.

– Kamień na kamieniu,
na kamieniu kamień,
wszystko co na drodze
zmiażdżę, zgniotę, złamię.

Legenda o warszawskim Bazyliszku_okładkaMoje skrzydła ciężkie
i grube pazury,
zerwę wszystkie dachy,
porozbijam mury.
To, co było żywe,
niech się martwe stanie.
Kamień na kamieniu,
na kamieniu kamień.

– Rycerze walczą mieczem,
bo to jest męska rzecz,
dla słabych rąk kobiecych
za ciężki każdy miecz.

Legenda o warszawskim bBzayliszku_blog

Nic mieczem nie zwojujesz,
więc weź lusterko w dłoń
– lusterko dla kobiety
to niezawodna broń.

Książeczkę wydała  NK  w 1989 r.  Nakład – 225 tysięcy;  wydanie – I.

Poczytaj_mi_mamo

„Tchórz i pies”

Autorem bajeczki jest Franciszek Dionizy Kniaźnin /1750 – 1807/.
Ilustrował Marek Sarnowski.

Razu pewnego z swej nury
Tchórz się był wymknął na kury.
Pies go postrzeże i, gdy się ów pląta,
Szczekacz zuchwały przyparł go do kąta.

Tchórz i pies_okładka„Cóżem ci – rzecze – uczynił?
Masz mą pokorę, jeżelim przewinił”.
Zuchter się na to żwawiej rozdąsa,
Szarpie i kąsa.

Tchórz złej nie mogąc uniknąć napaści:
„I cóż to – prawi – ubrdało się waści?
Ej, nie nacieraj tak dumnie,
Są, widzisz, zęby i u mnie!”.

Te wyszczerzywszy, gdy mu się nadstawił,
Utnie go w nozdrze i juchą zakrwawił.
Zaskomli Zuchter a natręt jak osa
Poszedł bez nosa.

Tchórz i pies_blog

Niejeden u nas znajdzie się taki,
Który to niby junak nad junaki:
Czapka na bakier, zakasane poły,
Rąbie po karczmach i okna, i stoły,
Jest to bohatyr po ulicach rzadki,
Co każe w błoto ustępować z kładki.
Szukając guza szkaluje i huczy,
A tchórz go czasem rozumu nauczy.

Książeczkę wydał  KAW  w 1987 r.  Nakład – 100 tysięcy;  wydanie – I.

KSIĄŻECZKI_BABUNI

„Żabi koncert”

Wierszyki Tadeusza Śliwiaka zilustrowała Emilia Piekarska-Freudenreich.

Urządzały koncert żaby.
Każdy więc, kto bilet nabył,
brzegiem stawu brnął przez błoto
żabiego słuchać rechotu.

Żabi koncert_okładkaIdą rządkiem kaczki kwacząc,
a za nimi sunie kaczor.
Idzie tuzin gęsi szarych,
a za nimi gęsior stary.
Idzie indor i indyczka,
paw dostojny i perliczka.
A na końcu dwa bociany,
każdy z nich ma dziób związany.
Chciał wejść, również tu i rak,
lecz już miejsca było brak.

Usiedli wszyscy.
Uciszył się tłum,
bo zaraz się zacznie
to żabie kum kum…
Pierwsza wystąpiła cętkowana ropucha,
co miała usta od ucha do ucha.
Głos jej echem rozległ się po całym stawie.
Śpiewała, aż jej oczy wychodziły na wierzch.
Po niej rechotały dwie zielone żabki,
co specjalnie przybyły tu gdzieś aż spod Rabki.
A na końcu wystąpił żabi bas i chórek
złożony z jego synów i córek.

Żabi koncert_blog

Znakomity był koncert
proszę Pań i Panów.
Wszyscy wprost w zachwyt wpadali.
Wszyscy –
prócz bocianów.
Bo one przekonane były o tym święcie,
że nie na koncert przyszły,
ale na przyjęcie.

Książeczkę wydał  KAW  w 1978 r.  Nakład – 80 tysięcy;  wydanie – II.

„Lany Poniedziałek” – Hanna Łochocka

Śmigus-dyngus, dyngus-śmigus,
nie kryjże się, nie wymiguj,
bo dziś każdy, stary, młody,
nie uniknie wiadra wody!

07_DPrysznic, prysznic koło studni,
już od rana pompa dudni.
Kto choć z okna nos wysunie,
wnet na niego strumień lunie!
Stach wystroił się w sukmanę,
całe plecy ma oblane.
Na sołtysa psotne dziewki
też chlupnęły pół konewki.

A Maryśka? Jeszcze sucha.
Wykręciła się dziewucha!
Sucha także i Dorota.
Zaczajmy się: chlust! – zza płota!

Dyngus_2015

Dyngus – śmigus, śmigus – dyngus,
śmiej się, córko, śmiej się, synku;
tak się śmieje wieki całe
Wielkanocny Poniedziałek.

Autorką pocztówek – z lat sześćdziesiątych – jest Maria Orłowska-Gabryś.

„Nie będzie kłopotu”

Książeczkę Heleny Bechlerowej zilustrował Mieczysław Kwacz.

Kochany Piotrusiu!
Przesyłam Ci pisanki. Miały być cztery, ale jedna się stłukła, bo ją
kot zrzucił na podłogę, więc dołączam inną. Ona nie jest prawdziwa,
tylko drewniana, ale się nie martw, bo to jest pisanka-niespodzianka.

                                                                    Życzę Ci wesołych świąt
                                                                                                   Ola

Nie będzie kłopotu_okładka– Sam zobacz, drewniane jajko z kokardką.
Jaka tu może być niespodzianka?

Pawełek dokładnie oglądał jajko.
– Może pod kokardką? Rozwiąż ją.
Piotruś szybko rozwiązał wstążeczkę.
– Nie mówiłem! – ucieszył się Pawełek.
– Jajko się otwiera. O, tu pod wstążką widać szparkę. W środku na pewno coś jest.
Chcesz, to będziemy zgadywać.

– Kurczak! – zawołał Piotruś. – Przecież w jajku może być tylko kurczak.
– Ja mówię, że cukierki. Otwórz, zobaczymy, kto zgadł.
Piotruś rozkręcił jajko. No i kto zgadł?
Nikt! Bo w jajku był…

Nie będzie kłopotu_blog

Książeczkę wydała  NK  w 1986 r.  Nakład – 40 tysięcy;  wydanie – I.

N_08

Niech Was mile zaskoczą… wielkanocne niespodzianki :)

„Złota dzida Bolesława”

Podania, legendy i baśnie Ziemi Lubuskiej wybrał Janusz Koniusz.
Ilustrował Jan Marcin Szancer
/1902 – 1973/.

Poniżej, fragment legendy „O wojaku i diable”:

Złota dzida Bolesława_okładka– Dziś już dalej iść nie mogę, ustałem całkowicie.
Może pozwolicie mi się przespać chociaż w stajni.

– Stajnia też zajęta – powiedział chytry gospodarz –
jesteś przecież odważnym żołnierzem, więc możesz
spać w zamku, który stoi tam na wzgórzu. To niedaleko.

Żołnierz popatrzył chwilę i zabierał się już do zamku na nocleg, gdy karczmarza ruszyło sumienie, bo dodał prędko:
– Przestrzegam cię jednak, że niejeden śmiałek tam już poszedł, lecz żaden jeszcze nie wrócił. Zamek ten należał do niezwykle bogatego grafa, który złośliwie zapisał go diabłu, ten zaś między godziną dwunastą a świtem tak dokazuje, że nikt dłużej zostać tam nie może. Jeśli jednak uda ci się wytrzymać do rana, tedy będziesz mógł zamieszkać tam na zawsze, zamek będzie twoją własnością.
– Ano spróbuję – śmiało powiedział Gustaw.
Sprawdził, czy pistolety są dobrze naładowane, poprawił ogromne szablisko, jeszcze tylko poprosił karczmarza o dwie świece woskowe i dziarsko pomaszerował w stronę zamku…

Złota dzida Bolesława_blog

Książeczka pochodzi z  WYDAWNICTWA POZNAŃSKIEGO.
Nakład – 30 tysięcy;  wydanie – I.

Tort_06

Dziś zrobiłam duży kroczek
i wdepnęłam w siódmy roczek :)

„Baśnie Andersena na scenie”

W Dniu Teatru – sceniczne adaptacje 9 baśni H.Ch. Andersena.
Ilustrowali: M.Stańczak i K.Mielech.

Poniżej, fragment „Świniopasa”… zrymowanego przez Benedykta Hertza.

MARSZAŁEK
Witam was, mili goście, i proszę o ciszę.
Niech niczyjego głosu już więcej nie słyszę.

Jako marszałek cesarskiego dworu,
mistrz ceremonii, obchodów i rocznic,
chcę publiczności przedstawić aktorów,
którzy treść baśni mają unaocznić.

Koledzy, proszę przedstawić się gościom.
Cesarzu, pozwól.

Baśnie Andersena_okładkaCESARZ
Z całą przyjemnością.
Chociaż monarcha, zwykłych ludzi cenię,
więc się wam zwierzę, jakie mam zmartwienie.
Pragnę mieć zięcia, korony dziedzica,
lecz moja córka – straszna grymaśnica.

Przybywali do Eulalii
rozmaici konkurenci,
ale się nie podobali:
na każdego nosem kręci.
Ten za gruby, ów za mały,
ten niedojda, ten za śmiały.
Chłopcom więc sprzykrzyło to się.
Mówią, że ma muchy w nosie.

EULALIA
Och, ach! Najjaśniejszy tato,
proszę cię, nie zważaj na to.
Księżniczką jestem, mogę mieć grymasy,
pięknie się stroić, jeść tylko frykasy…
Rzeczy zwyczajnej do rąk bym nie wzięła:
posiadać muszę same arcydzieła…

Baśnie Andersena_blog

Książeczkę wydała  NK  w 1952 r.  Nakład – 7 tysięcy.

« Older entries

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 60 obserwujących.