„Kumotry diobła”

… to opowieści ludowe Śląska Opolskiego zebrane w latach 1953 – 1973
przez prof. Dorotę Simonides. Ilustrowała Emilia Freudenreich.

O  NIENAWIŚCI  PSA  DO  KOTA

Był raz wielki zjazd zwierząt. Ich król – a to był lew – spamiętał, że brakuje wielbłąda.
– Psie – zawołał. – Polecisz po wielbłąda i zaraz go tu przyprowadzisz, bo dziś są ważne wybory!
No i pies poleciał, ale nie wiedział, jak wielbłąd wygląda. Wiedział ino, że ma on wielki pukiel, no garb taki, pra!
No i leci pies, i pada: – O już tam stoi wielbłąd!
A on, wiecie, spotkał kota, co robił wielki garb.
– Przysłał mnie tu sam król, abyście prędko przybyli na nasz wielki wiec.
Kot się pięknie oblekł, upiększył się i wlazł na salę. A tam już są obrady
i ino wszyscy czekają na tego wielbłąda.
– Oto, królu, przyprowadziłem zwierzę z garbem! – pada pies, bo on był przekonany, że przyprowadził kamela.
Jak to kot usłyszał, że oni czekają na kamela, a nie na niego, to ze złości
skoczył psu do gardła i podrapał go. Pies na niego, ale kot uciekł.
I od tego czasu taka nienawiść między nimi.


Książeczka pochodzi z  LUDOWEJ SPÓŁDZIELNI WYDAWNICZEJ.
Nakład – 20 tysięcy;  wydanie I  z 1977 r.

Reklamy

„Opowieść o arrasach”

Autorką książeczki jest Wanda Chotomska (1929 – 2017).
Ilustrował Jan Marcin Szancer (1902 – 1973).
Kolorowe fotografie arrasów – D.Sprudin.

… 1 września 1939 roku wybucha wojna. W dwa dni później, kiedy hitlerowskie wojska wdarły się w głąb kraju, a niemieckie bombowce niszczyły polskie wsie
i miasta, zdecydowano wywieźć arrasy z Wawelu, aby uchronić je od zagłady.

U C I E C Z K A /fragment/

Patrzą głowy wawelskie –
na ścianach pusto.
Kazał zabrać arrasy
z Wawelu kustosz.
Noc ramiona wyciąga,

Wisła sennie się toczy,
płynie galar wiślany
środkiem Wisły i nocy.

Na galarze arrasy
odpływają z Krakowa
i wiślanym galarem
płynie arka cedrowa.
Patrzy wierzba schylona
w wodę lśniącą jak lustro,
śpi załoga galaru
i zmęczony pan kustosz.

Wierzba się nachyla
drżąca, niespokojna.
– Uciekajcie prędzej!
Niebem leci wojna!
Zasłonię was cieniem,
gałęzią oplotę
przed bomba ognistą,
przed strasznym nalotem.

Uciekały arrasy
przed wojenną pożogą
wiślanymi falami,
borem – lasem i drogą.
Przez rumuńską granicę,
przez Bukareszt spokojny –
byle dalej od wroga,
od pożaru, od wojny.

Uciekały przez Francję,
przez Kornwalię i Londyn.
A za nimi szła wojna
poprzez morza i lądy.
Aż je dowiózł „Batory”
na ojczystym pokładzie
do spokojnej przystani
w cichej, smutnej Kanadzie.

Książeczkę wydał  RUCH  w 1968 r.  Nakład – 45 tysięcy;  wydanie – II.

„Ucieczka rogatych Wikingów”

Książeczkę Władysława Krapiwina przełożyła Danuta Wawiłow.
Ilustrowała Ewa Salamon.

… Wojsko przeciwnika było doprawdy pocieszne. W poprzek drogi stało pięć
osób, uzbrojonych w co się dało.

Dziewczyna zamiast tarczy trzymała drewniana pokrywkę
od beczki. Szkrab Johnny – zabawkowy pistolet, zupełnie nieprzydatny w prawdziwej bitwie. Sierożka Wołoszyn w ogóle nie miał broni. Tylko bracia Dorinowie ukryli się za prawdziwymi, jak u Wikingów, tarczami.
Cała piątka rozciągała się rzadkim szeregiem, tylko Borys
i Staś stali ramię w ramię, zsunąwszy nie pomalowane tarcze.
– Zaraz dadzą nogę – pisnął Piskorz. – Nie będzie żadnej bitwy.
Ale wrogowie trwali nieruchomo.
– Może postanowili polec bohaterską śmiercią? – spytał Piskorz z niedowierzaniem.
– Siedź cicho – uciął wódz i nie odwracając się, rozkazał:
– Jeńców zamknijcie do wieczora w naszym sztabie. A Johnny’ego natychmiast
do mnie. Już ja z niego zrobię kotlet…
Oddział Sierożki w milczeniu oczekiwał wroga.

– Nie zwlekaj – szepnął wreszcie Staś. – Daj jej miejsce na rozbieg.
– Zaczynaj – poprosiła Wika
Wikingowie nadciągali jak płomienny czołg.
– Uwaga… – powiedział Sierożka. – Start!
Bracia Dorinowie rozsunęli tarcze i zdjęli ręce z rogów Lipy…

Książeczkę wydała  NK  w 1975 r.  Nakład – 40 tysięcy;  wydanie – I.

H U R R R A ! ! ! ! W A K A C J E ! ! ! !

„Duszki”

Wierszyki Franciszki Arnsztajnowej zilustrowała Danuta Przymanowska-Boniuk.

CO  DUSZKI  ROBIĄ  WE  DNIE

– Franiu, a te Duszki?
Co one robią we dnie? –
Co Księżna-Pani każe:
To wirydarze
W kwiaty stroją przednie,
To znów gracują dróżki
I piasku posypują złotem.
A potem

Ślęczą nad Księżny szatą,

Przędą i tkają,
Przędą i tkają
Babie lato.
Albo do lasu po grzyby
Na krzesła dla Księżnej-Pani.

Zimą kwiat zbierać z szyby,
To znów śnieżynek puszki
Na łoże i poduszki
Dla niej.
O, mają, mają,
Jak dzień długi pracę Duszki.

Książeczka pochodzi z  WYDAWNICTWA LUBELSKIEGO.
Nakład – 300 tysięcy;  wydanie  I  z 1985 r.

„Trzy kotki”

Wierszyk Iriny Tokmakowej zilustrowała Ewa Salamon.

… Po śniadaniu dziś Dorotka
powiedziała tak do kotków:
– Martwię się: czas szybko leci,
a wy czytać nie umiecie.

Więc kupiłam elementarz,
bo chcę mądre mieć kocięta.

Dobra szkoła u Dorotki:
już litery znają kotki,
już czytają wszystkie wraz:
„To jest Ala, a to As”.

A gdy pisać już umiały,
list do myszek napisały:

„Myszy, myszy, nie zwlekajcie,
spod podłogi uciekajcie.
Uciekajcie het za góry,
bo wpadniecie nam w pazury!”

I podpisały ten list do myszek:
Fąfelek, Wąsik i Ciszek.

Książeczkę wydała  NK  w 1969 r. Nakład – 60 tysięcy;  wydanie – I.

„Tylko dla dzieci”

23 wierszyki Magdaleny Samozwaniec zilustrowali Zofia i Andrzej Darowscy.

IDZIE  RAK  NIEBORAK

Idzie rak nieborak,
jak uszczypnie będzie znak.

Biegnie dzik, dziki dzik,
Kłem porani, będzie krzyk.

Leci kos, zwinny kos,
Gwiżdże w ucho, kłuje w nos.

Skacze pchła, tłusta pchła,
Na poduszkę ci się pcha.

Sunie wąż, śliski wąż,
Jak ugryzie, boli wciąż.

Kroczy słoń, wielki słoń,
Jego kieł to straszna broń.

Idzie lew, srogi lew,
Kiedy ryknie, zmrozi krew.

Pełznie smok, straszny smok,
Zieje ogniem, razi wzrok.

Biegnie byk, biegnie żbik,
Skacze ryś, kroczy miś,
Tamten gryzie, kąsa ten…
Szczęście, że to tylko sen!

Książeczka pochodzi z  WYDAWNICTWA LITERACKIEGO.
Nakład – 100 tysięcy;  wydanie II  z 1987 r.

„Nasza mama czarodziejka”

Książeczkę Joanny Papuzińskiej zilustrowała Janina Krzemińska.
Okładka i strona tytułowa – Mirosłwa Tokarczyk.

… – Bardzo dziękuję! – powiedział do mamy.
– Pani mnie odczarowała! Ja byłem bardzo zarozumiałym chłopcem i ciągle chodziłem nadęty. Zdawało mi się, że jestem najmądrzejszy, najpiękniejszy i najważniejszy na świecie. Od tego nadymania robiłem się coraz większy
i większy, aż w końcu stałem się wielkoludem.
Z początku podobało mi się to nawet, bo byłem największy
i najsilniejszy. Ale co z tego? Nikt mnie nie lubił, nikt nie chciał się ze mną bawić. Teraz wiem, że lepiej być zwyczajnym chłopcem i nie nadymać się. Mogę wrócić do domu. Do widzenia! A tutaj jest piłeczka!
I znów w naszym mieście stało się wesoło i bezpiecznie jak zawsze. Znów mogliśmy spędzać całe dnie w parku. Ale od tej pory nasza mama boi się,
żeby któreś z nas nie zmieniło się w wielkoluda.
Dlatego ma zawsze naszykowaną miseczkę z mydłem i słomką do puszczania baniek. Gdy tylko któreś z nas zacznie sobie myśleć, że jest „naj… naj… naj…”
i nadymać się – mama daje mu słomkę i mówi:
– Masz, popuszczaj sobie trochę baniek mydlanych. To ci dobrze zrobi, wydmuchasz z siebie całą zarozumiałość. Bo zdaje mi się, że jesteś bardzo nadęty.


Jest to ósme wydanie NK  w 1992 r.

„Reksio i Pucek”

Historie psich figlów opisał Jan Grabowski /1882 – 1950/.
Ilustrował Wiesław Wojczulanis /1938 – 2015/.

Za ogrodem była łączka. Na niej pasły się dwie krowy.
Pucek, który nigdy przedtem krów nie widział, bo obórka odgrodzona była od reszty podwórza wysokim parkanem, stanął zdumiony.

– Co to jest? – szepnął do Reksia.
– To jest chodzące mleko – powiedział Reks tonem psa,
który wie wszystko.

– Mleko? – zdziwił się Pucek.
– A mleko – burknął znudzony Reks. – Pociągnij nosem,
to się przekonasz. I przestań mnie nudzić.
Wszystko mu tłumacz, wszytko wyjaśniaj – zrzędził Reksio, który czuł się trochę nieswojo po wyżłopaniu zupki z kubła.

Pucek wyciągnąwszy szyję wąchał.
– Pachnie mlekiem – stwierdził.
– A widzisz – ofuknął go Reksik. – A nie mówiłem ci?
– A gdzie jest w nich mleko? – pyta Pucek.
– Przy ogonie.
– Przy ogonie? A jak pociagnąć za ogon, to co?…


Książeczka pochodzi z  wydawnictwa  POJEZIERZE.
Nakład – 120 tysięcy;  wydanie – XIII z 1982 r.

„Żółte chodaczki”

14 wierszyków Marii Czerkawskiej zilustrowała Danuta Przymanowska-Boniuk.

BRATEK

Rósł na grządce mały kwiatek:
z żółtym oczkiem ciemny bratek.

Podniósł oczko na różyczkę:
– Chciałbym taką mieć siostrzyczkę.

Na to róża rzekła ostro:
– Wcale nie chcę być twą siostrą!

Odwróciła wszystkie płatki.
– Nie chce więcej mówić z bratkiem.

A mak na to purpurowy
woła: – Nie chyl, bratku, głowy!

My jesteśmy braćmi bratka,
a cóż róża? Zła sąsiadka!


Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 300 tysięcy;  wydanie I z 1986 r.

„Towarzysz podróży”

Baśń Hansa Christiana Andersena ilustrował Tomasz Wiśniewski.

… W gospodzie, w wielkiej szynkowej izbie,
zebrała się masa ludzi, bo jakiś człowiek
pokazywał marionetki.
Rozstawił właśnie swój mały teatrzyk, a ludzie
usadowili się naokoło, aby zobaczyć widowisko;
ale na samym przodzie zasiadł stary, gruby rzeźnik,
zajął najlepsze miejsce.
Jego wielki buldog – och, jak ten pies złośliwie wyglądał! – usiadł obok niego i wytrzeszczał tak samo oczy jak wszyscy inni.

Przedstawienie się rozpoczęło, a była to śliczna komedia z królem i królową. Siedzieli na aksamitnym tronie, na głowach mieli złote korony i długie treny
przy szatach, bo mogli sobie na to pozwolić.

Śliczne drewniane lalki o szklanych oczach stały przy drzwiach, otwierały je
i zamykały, aby świeże powietrze miało dostęp do pokoju.
Było to naprawdę prześliczne przedstawienie i wcale nie smutne, ale właśnie, kiedy królowa
wstała z tronu i przeszła przez pokój, wtedy…


Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 150 tysięcy;  wydanie I z 1987 r.

„Podróż po Chinach”

Obrazkową książeczkę Bronisławy Wilimowskiej /1909 – 2004/
wydała  NK  w 1957 r.  Nakład – 100 tysięcy;  wydanie – I.

Autorką”chińskiego” wiersza – nie dla dzieci :) – jest
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska /1891 – 1945/.

„Chinoiserie” – ze zbioru „Różowa magia”

Nie po to chcę jechać do Chin,
by widzieć piękne świątynie,
wieżę jakąś Ming czy Tsin,
lub pejzaż w Kao-linie.

Przecież
póki mam twarz białą z różowym,
bez kurzych łapek na skroni,
marzyć o tym lub owym
nikt mi nie wzbroni.
Otóż:

Chcę jechać do chińskiej miłości,
chcę jechać do chińskiej wiśni,
najłatwiej tam i najprościej
sen chiński mi się wyśni.

Może
jakiś szumiący dostojnik
nieznany, żółty i ciemny,
w ramionach jedwabiem strojnych
nauczy mnie chińskich tajemnic?

 Jakich?
Tajemnic laki, herbaty,
płaskich jak liść kapeluszy,
pagód i smoków rogatych,
i mojej własnej duszy.

„O rudym jastrzębiu i gdańskiej Jaskółce”

Opowieść Franciszka Fenikowskiego ilustrowała Wanda Orlińska.

… Pewnego południa Kasia spieszyła się bardziej niż zwykle. Udało jej się
zdobyć dzban piwa i pragnęła jak najszybciej napoić spragnionych braci.
Zdyszana przybiegła na Chlebnicką i postawiwszy gliniany dzbanek na
jednym z głazów przygotowanych do budowy, poczęła wypatrywać
znajomych postaci wśród krzątających się na rusztowaniach ludzi.

– Ej, Stach, Wojtek! – wołała. – Zejdźcie to!
Przyniosłam wam obiad.

W tej chwili za jej plecami rozległ się głuchy stuk. Kiedy
odwróciła się, ujrzała już tylko gliniane skorupy swego
malowanego dzbana i złociste strużki piwa spływające
po ociosanym głazie.
– Przebacz – usłyszała czyjś dźwięczny , miękki głos. – Trąciłem i niechcący rozbiłem twój dzban, ale pragnę wynagrodzić ci stratę.

Dziewczyna podniosła słoneczne oczy. Przed nią stał młody człowiek w cudzoziemskim stroju. Oczy miał ciemne, włosy kędzierzawe i czarne jak skrzydło kruka. W białej dłoni trzymał cyrkiel i zwój pergaminu.
Stopę obutą w ciżmę o długim wygiętym ku górze nosie opierał na
kamieniu i patrzył na Kasię źrenicami, w których błyszczał zachwyt.

– Powiedz, co mam uczynić, aby spłacić ci dług? – mówił.
– Nie chciałbym za nic w świecie stać się przyczyną najmniejszego nawet
z twoich zmartwień.

– Kto jesteście, panie?! – zapytała Kasia…


Książeczka pochodzi z  KAW . Nakład – 50 tysięcy;  wydanie I z 1988 r.

« Older entries