„Duszki”

Wierszyki Franciszki Arnsztajnowej zilustrowała Danuta Przymanowska-Boniuk.

CO  DUSZKI  ROBIĄ  WE  DNIE

– Franiu, a te Duszki?
Co one robią we dnie? –
Co Księżna-Pani każe:
To wirydarze
W kwiaty stroją przednie,
To znów gracują dróżki
I piasku posypują złotem.
A potem

Ślęczą nad Księżny szatą,

Przędą i tkają,
Przędą i tkają
Babie lato.
Albo do lasu po grzyby
Na krzesła dla Księżnej-Pani.

Zimą kwiat zbierać z szyby,
To znów śnieżynek puszki
Na łoże i poduszki
Dla niej.
O, mają, mają,
Jak dzień długi pracę Duszki.

Książeczka pochodzi z  WYDAWNICTWA LUBELSKIEGO.
Nakład – 300 tysięcy;  wydanie  I  z 1985 r.

Reklamy

„Trzy kotki”

Wierszyk Iriny Tokmakowej zilustrowała Ewa Salamon.

… Po śniadaniu dziś Dorotka
powiedziała tak do kotków:
– Martwię się: czas szybko leci,
a wy czytać nie umiecie.

Więc kupiłam elementarz,
bo chcę mądre mieć kocięta.

Dobra szkoła u Dorotki:
już litery znają kotki,
już czytają wszystkie wraz:
„To jest Ala, a to As”.

A gdy pisać już umiały,
list do myszek napisały:

„Myszy, myszy, nie zwlekajcie,
spod podłogi uciekajcie.
Uciekajcie het za góry,
bo wpadniecie nam w pazury!”

I podpisały ten list do myszek:
Fąfelek, Wąsik i Ciszek.

Książeczkę wydała  NK  w 1969 r. Nakład – 60 tysięcy;  wydanie – I.

„Tylko dla dzieci”

23 wierszyki Magdaleny Samozwaniec zilustrowali Zofia i Andrzej Darowscy.

IDZIE  RAK  NIEBORAK

Idzie rak nieborak,
jak uszczypnie będzie znak.

Biegnie dzik, dziki dzik,
Kłem porani, będzie krzyk.

Leci kos, zwinny kos,
Gwiżdże w ucho, kłuje w nos.

Skacze pchła, tłusta pchła,
Na poduszkę ci się pcha.

Sunie wąż, śliski wąż,
Jak ugryzie, boli wciąż.

Kroczy słoń, wielki słoń,
Jego kieł to straszna broń.

Idzie lew, srogi lew,
Kiedy ryknie, zmrozi krew.

Pełznie smok, straszny smok,
Zieje ogniem, razi wzrok.

Biegnie byk, biegnie żbik,
Skacze ryś, kroczy miś,
Tamten gryzie, kąsa ten…
Szczęście, że to tylko sen!

Książeczka pochodzi z  WYDAWNICTWA LITERACKIEGO.
Nakład – 100 tysięcy;  wydanie II  z 1987 r.

„Nasza mama czarodziejka”

Książeczkę Joanny Papuzińskiej zilustrowała Janina Krzemińska.
Okładka i strona tytułowa – Mirosłwa Tokarczyk.

… – Bardzo dziękuję! – powiedział do mamy.
– Pani mnie odczarowała! Ja byłem bardzo zarozumiałym chłopcem i ciągle chodziłem nadęty. Zdawało mi się, że jestem najmądrzejszy, najpiękniejszy i najważniejszy na świecie. Od tego nadymania robiłem się coraz większy
i większy, aż w końcu stałem się wielkoludem.
Z początku podobało mi się to nawet, bo byłem największy
i najsilniejszy. Ale co z tego? Nikt mnie nie lubił, nikt nie chciał się ze mną bawić. Teraz wiem, że lepiej być zwyczajnym chłopcem i nie nadymać się. Mogę wrócić do domu. Do widzenia! A tutaj jest piłeczka!
I znów w naszym mieście stało się wesoło i bezpiecznie jak zawsze. Znów mogliśmy spędzać całe dnie w parku. Ale od tej pory nasza mama boi się,
żeby któreś z nas nie zmieniło się w wielkoluda.
Dlatego ma zawsze naszykowaną miseczkę z mydłem i słomką do puszczania baniek. Gdy tylko któreś z nas zacznie sobie myśleć, że jest „naj… naj… naj…”
i nadymać się – mama daje mu słomkę i mówi:
– Masz, popuszczaj sobie trochę baniek mydlanych. To ci dobrze zrobi, wydmuchasz z siebie całą zarozumiałość. Bo zdaje mi się, że jesteś bardzo nadęty.


Jest to ósme wydanie NK  w 1992 r.

„Reksio i Pucek”

Historie psich figlów opisał Jan Grabowski /1882 – 1950/.
Ilustrował Wiesław Wojczulanis /1938 – 2015/.

Za ogrodem była łączka. Na niej pasły się dwie krowy.
Pucek, który nigdy przedtem krów nie widział, bo obórka odgrodzona była od reszty podwórza wysokim parkanem, stanął zdumiony.

– Co to jest? – szepnął do Reksia.
– To jest chodzące mleko – powiedział Reks tonem psa,
który wie wszystko.

– Mleko? – zdziwił się Pucek.
– A mleko – burknął znudzony Reks. – Pociągnij nosem,
to się przekonasz. I przestań mnie nudzić.
Wszystko mu tłumacz, wszytko wyjaśniaj – zrzędził Reksio, który czuł się trochę nieswojo po wyżłopaniu zupki z kubła.

Pucek wyciągnąwszy szyję wąchał.
– Pachnie mlekiem – stwierdził.
– A widzisz – ofuknął go Reksik. – A nie mówiłem ci?
– A gdzie jest w nich mleko? – pyta Pucek.
– Przy ogonie.
– Przy ogonie? A jak pociagnąć za ogon, to co?…


Książeczka pochodzi z  wydawnictwa  POJEZIERZE.
Nakład – 120 tysięcy;  wydanie – XIII z 1982 r.

„Żółte chodaczki”

14 wierszyków Marii Czerkawskiej zilustrowała Danuta Przymanowska-Boniuk.

BRATEK

Rósł na grządce mały kwiatek:
z żółtym oczkiem ciemny bratek.

Podniósł oczko na różyczkę:
– Chciałbym taką mieć siostrzyczkę.

Na to róża rzekła ostro:
– Wcale nie chcę być twą siostrą!

Odwróciła wszystkie płatki.
– Nie chce więcej mówić z bratkiem.

A mak na to purpurowy
woła: – Nie chyl, bratku, głowy!

My jesteśmy braćmi bratka,
a cóż róża? Zła sąsiadka!


Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 300 tysięcy;  wydanie I z 1986 r.

„Towarzysz podróży”

Baśń Hansa Christiana Andersena ilustrował Tomasz Wiśniewski.

… W gospodzie, w wielkiej szynkowej izbie,
zebrała się masa ludzi, bo jakiś człowiek
pokazywał marionetki.
Rozstawił właśnie swój mały teatrzyk, a ludzie
usadowili się naokoło, aby zobaczyć widowisko;
ale na samym przodzie zasiadł stary, gruby rzeźnik,
zajął najlepsze miejsce.
Jego wielki buldog – och, jak ten pies złośliwie wyglądał! – usiadł obok niego i wytrzeszczał tak samo oczy jak wszyscy inni.

Przedstawienie się rozpoczęło, a była to śliczna komedia z królem i królową. Siedzieli na aksamitnym tronie, na głowach mieli złote korony i długie treny
przy szatach, bo mogli sobie na to pozwolić.

Śliczne drewniane lalki o szklanych oczach stały przy drzwiach, otwierały je
i zamykały, aby świeże powietrze miało dostęp do pokoju.
Było to naprawdę prześliczne przedstawienie i wcale nie smutne, ale właśnie, kiedy królowa
wstała z tronu i przeszła przez pokój, wtedy…


Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 150 tysięcy;  wydanie I z 1987 r.

„Podróż po Chinach”

Obrazkową książeczkę Bronisławy Wilimowskiej /1909 – 2004/
wydała  NK  w 1957 r.  Nakład – 100 tysięcy;  wydanie – I.

Autorką”chińskiego” wiersza – nie dla dzieci :) – jest
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska /1891 – 1945/.

„Chinoiserie” – ze zbioru „Różowa magia”

Nie po to chcę jechać do Chin,
by widzieć piękne świątynie,
wieżę jakąś Ming czy Tsin,
lub pejzaż w Kao-linie.

Przecież
póki mam twarz białą z różowym,
bez kurzych łapek na skroni,
marzyć o tym lub owym
nikt mi nie wzbroni.
Otóż:

Chcę jechać do chińskiej miłości,
chcę jechać do chińskiej wiśni,
najłatwiej tam i najprościej
sen chiński mi się wyśni.

Może
jakiś szumiący dostojnik
nieznany, żółty i ciemny,
w ramionach jedwabiem strojnych
nauczy mnie chińskich tajemnic?

 Jakich?
Tajemnic laki, herbaty,
płaskich jak liść kapeluszy,
pagód i smoków rogatych,
i mojej własnej duszy.

„O rudym jastrzębiu i gdańskiej Jaskółce”

Opowieść Franciszka Fenikowskiego ilustrowała Wanda Orlińska.

… Pewnego południa Kasia spieszyła się bardziej niż zwykle. Udało jej się
zdobyć dzban piwa i pragnęła jak najszybciej napoić spragnionych braci.
Zdyszana przybiegła na Chlebnicką i postawiwszy gliniany dzbanek na
jednym z głazów przygotowanych do budowy, poczęła wypatrywać
znajomych postaci wśród krzątających się na rusztowaniach ludzi.

– Ej, Stach, Wojtek! – wołała. – Zejdźcie to!
Przyniosłam wam obiad.

W tej chwili za jej plecami rozległ się głuchy stuk. Kiedy
odwróciła się, ujrzała już tylko gliniane skorupy swego
malowanego dzbana i złociste strużki piwa spływające
po ociosanym głazie.
– Przebacz – usłyszała czyjś dźwięczny , miękki głos. – Trąciłem i niechcący rozbiłem twój dzban, ale pragnę wynagrodzić ci stratę.

Dziewczyna podniosła słoneczne oczy. Przed nią stał młody człowiek w cudzoziemskim stroju. Oczy miał ciemne, włosy kędzierzawe i czarne jak skrzydło kruka. W białej dłoni trzymał cyrkiel i zwój pergaminu.
Stopę obutą w ciżmę o długim wygiętym ku górze nosie opierał na
kamieniu i patrzył na Kasię źrenicami, w których błyszczał zachwyt.

– Powiedz, co mam uczynić, aby spłacić ci dług? – mówił.
– Nie chciałbym za nic w świecie stać się przyczyną najmniejszego nawet
z twoich zmartwień.

– Kto jesteście, panie?! – zapytała Kasia…


Książeczka pochodzi z  KAW . Nakład – 50 tysięcy;  wydanie I z 1988 r.

„Ele-Mele-Dudki”

Autorem 9 bajeczek – z wyjaśnieniem :) – jest Octav Pancu Iasi /1929 – 1975/.
Ilustrowała Maria Mackiewicz / 1927 – 2004/.
Z rumuńskiego przełożył Aleksander Kropiwnicki.

Poniżej – fragment tytułowej bajeczki.

… Stonogi, moi drodzy, są to stworzenia, które mają strasznie dużo nóg. Niektóre nawet sto. Co wcale nie oznacza, że są najlepszymi piłkarzami na świecie. Na odwrót. Nigdy nie zdarzyło mi się słyszeć, by brały
udział w zawodach.

Stonoga z mojego opowiadania nazywała się Ele-Mele-Dudki. Dziwne imię, prawda? Ale trzeba wam wiedzieć,
że u stonóg jest to całkiem zwykła rzecz.
W książce telefonicznej pod literą „E” imię Ele-Mele-
Dudki zapełnia całe siedem stronic.
A przecież nie wszystkie stonogi o tym imieniu umieszczone są w książce.

Ele-Mele-Dudki z mojego opowiadania nie miał wcale stu nóg. Był biednym stworzeniem – miał ich tylko dziesięć. Ale za to był młody i ładny. Tak przynajmniej sądziła Entliczka-Pentliczka, którą Ele-Mele-Dudki zapytał:
– Czy chcesz być moją żoną?…

Książeczkę wydała  NK  w 1964 r.  Nakład – 30 tysięcy;  wydanie – I.

„Mało nas”

8 bajeczek Marii Rosińskiej zilustrował Antoni Boratyński.
Poniżej – fragment bajeczki „Jak kaczorek Kwak obiad dzielił”.

… Siadły do stołu dzieci. Ach, zapach z kuchni leci…
Idzie z garnuszkiem Kwak. I zupkę dzieli tak:

Kwaczusiowi – łyżeczkę,
Taśtasiowi – łyżeczkę,
Żółtobrzuszce – łyżeczkę,
Tańczynóżce – łyżeczkę,
a sam obżartuszek zjada cały garnuszek…

Szepce kaczę kaczątku: – Pustkę czuję w żołądku…
Może na drugie danie więcej nam się dostanie?…
Już niesie Kwak rondelek. – Uwaga, dzieci! Dzielę:

Kwaczusiowi – ćwierć kartofelka,
Taśtasiowi – ćwierć kartofelka,
Żółtobrzuszce – ćwierć kartofelka,
Tańczynóżce – pół kartofelka,
a sam – po kartofelku kartofelek – zjada calutki rondelek.

Szepce kaczę kaczątku: – Pustkę czuję w żołądku…
Ale wnet milkną smyki. Kwak niesie kotleciki.
Ich zapach smakowity zaostrza apetyty.
– Dziel, Kwaku, dziel kotlety! A Kwak dzieli. Niestety,

Kwaczusiowi – kawalątko,
Taśtasiowi – kawalątko,
Żółtobrzuszce – kawalątko,
Tańczynóżce – kawalątko –
a resztę zjada sam.

Jeden kotlet – ham, ham! Drugi kotlet – ham, ham!
Trzeci kotlet – chrup… chrup… ojej zapchał się dziób!
A brzuch – o rety! Brzuch jak bania cały spuchł…

Książeczkę wydała  NK  w 1962 r.  Nakład – 30 tysięcy;  wydanie – I.

„Kot w pisankach” – Wanda Grodzieńska

Wśród pstrokatych pisanek, zdobnych w kółka i kreski,
Stoi biały baranek z chorągiewką niebieską.

Stolik zielem przybrany dźwiga szynki i ciasta,
Nawet kwiat z marcypanu z ślicznej babki wyrasta.

Usiadł kotek w okienku,
Patrzy chciwie na stolik.
Myśli, czy mu Zosieńka
Coś spróbować pozwoli.

Ale Zosia z daleka
Groźnie kiwa paluszkiem.
– Ej, Mruczusiu, poczekaj,
Jutro dam ci okruszki!

Kotek trochę się boi,
Mruży ślepki i drzemie.
Zosia wyszła z pokoju,
Kot hyc! – z okna na ziemię.

Hyc! – z podłogi na stolik prosto między jajeczka,
Sam spróbuje do woli, czy to lepsze od mleczka.

Liznął listek zeschnięty, pacnął łapką w skorupkę –
Wtem z pisanki pękniętej wyjrzał jakiś zwierz z dzióbkiem.

Zląkł się Mruczuś, odskoczył. Aż ogonkiem pokręcił.
Oj, strach wielkie ma oczy, gdy kot zląkł się kurczęcia!

A kurczątko baranka pyta z minką stroskaną:
– Czy to koty w pisankach zawsze siedzą w Wielkanoc?

Rys. Walentyna Symonowicz /1914 – 1990/

Radosnych i pogodnych Świąt!

« Older entries Newer entries »