„Gaik”

Wierszyk Krystyny Artyniewicz z pocztówkami Marii Orłowskiej-Gabryś.

Gaiczek zielony
z wiosenką rozkwita,
a wyjrzyjcie z chaty
pięknie go powitać.

A wyjrzyjcie z chaty
i starzy, i młodzi,
kiedy wam do wioski
wiosenkę przywodzi.

Gaiku, gaiku,
wiosny przewodniku,
a skądże to idziesz?
– Z doliny słowików.

– A co nam przynosisz?
– Wesołą piosenkę,
wierzbinowe kotki,
wiosenną sukienkę.

– Gaiku, gaiku,
przewodniku wiosny,
a niechże nam w polu
zboża pięknie rosną!

Gaiku, gaiku,
gałązko zielona,
niechże pięknie wzejdą
kwiatowe nasiona!

Reklamy

„Pliszka”

Wierszyk Hanny Ożogowskiej z pocztówkami Mirosława Pokory.

Leci pliszka spod kamyszka,
chwali swój ogonek:
– Jakie piórka równiuteńkie!
Jakby przystrzyżone!

A na płocie siedzi sroka,
krzywym okiem patrzy:
– To jest ogon? Gdzie ten ogon?
Cztery piórka na krzyż!
Lepiej powiedz, moja pliszko,
moja samochwało,
czemu wiosna nie przychodzi.
Czy się jej co stało?

– Wczoraj z wiosną rozmawiałam,
idzie już w tę stronę.
Ona także pochwaliła
mój śliczny ogonek.

Pożegnała pliszka srokę,
poleciała dalej.
Słychać właśnie, jak tam znowu
swój ogonek chwali.

„Kiedy do nas przyjdzie wiosna?”

Wierszyk Tadeusza Śliwiaka z pocztówkami Marii Mackiewicz.

Proszę pana,
dzwonią z Krosna,
że do Krosna
przyszła wiosna.

Jutro ma być w Niemodlinie,
a pojutrze Kielce minie.
Potem wraca do Przemyśla,
by nikt tam jej nie zwymyślał.
A jak będzie w Zawichoście,
to ją do Otwocka proście.

A nie mówią ludzie z Krosna,
kiedy do nas przyjdzie wiosna?
– Dowiedzieli się w sekrecie,
że dopiero przyjdzie w lecie.

Wcześniej – mówi – przyjść nie mogę,
bo mam odmrożoną nogę…
Chyba że mnie razy szereg
w telewizji Pan Wicherek*
zechce zapowiedzieć pięknie,
aż z zazdrości zima pęknie.

*Wicherek – pseudonim Czesława Nowickiego /1928 – 1992/
dziennikarza i wieloletniego prezentera pogody w programie I TVP.

„Dąb i wiosna”

Wierszyk Wandy Grodzieńskiej ze świątecznymi pocztówkami
Andrzeja Heindricha – wszak niedługo Wielkanoc :)

Już od rana po polanach
Wietrzyk wiał,
Gwizdał, śpiewał, budził drzewa,
A dąb spał.

Promień słońca pąki trącał,
Korę grzał,
Ciepłym tchnieniem spływał w ziemię,
A dąb spał.

Nad wieczorem ponad borem
Chmura szła,
Ciepłym deszczem przysłoniła
Oko dnia.

Od wietrzyka, od deszczu, od słońca
Już się wilgoć w korzenie przesącza.
Już po drzewie się wspina spod ziemi
Mlekiem słodkim – sokami drzewnymi.

Coraz szybciej, coraz żywiej,
Aż się zbudził dąb sędziwy
Aż się zbudził, aż się zdumiał
I na cały las rozszumiał:

Wiosno, wiosno miła,
Czemuś się spóźniła?
Okuła nas zima
W lodowaty łańcuch,
Nikt nie mógł wytrzymać
Jej wichrowych tańców.
Jak się wzięły srogie wichry za bary,
To utrzęsły mi najstarsze konary,
A jak w taniec poszła z nimi i zamieć,
Już myślałem, że ze szczętem mnie złamie.
Wiosno, wiosno miła,
Czemuś się spóźniła?

Szumiał, szumiał na polanie
Dąb stary,
Aż jęczały, aż trzeszczały konary.
Szumiał, wzdychał sobie z cicha,
Wspominał,
Jak się mocno rozsrożyła
Ta zima.

„Za czasów Piasta”

Książeczkę Anny Świrszczyńskiej zilustrowała Maria Orłowska-Gabryś.

Poniżej początek legendy o trzech braciach.

Było braci trzech.
Jeden Rus, drugi Czech,
a trzeci Lech.

Każdy wzrostu pięknego,
każdy serca śmiałego,
każdy dzielny jak sokół
miał drużynę przy boku.
Każdy wojak w drużynie
niósł łuk, tarczę i topór.

W zgodzie bracia ci żyli,
za turami gonili,
łosie w borach ścigali,
jedną mową gadali.

Aż przyszedł wreszcie czas taki,
że rozleciały się ptaki,
że powiedzieli we trzech,
Czech, Rus i Lech:
– Świat szeroki naokół,
a z nas każdy jak sokół.

Przestrzeni nam potrzeba,
własnej ziemi i nieba.
Każdy ze swą drużyną
niech jedzie w stronę inną.
Niech gród swój postawi,
dobre imię rozsławi…

Książeczka pochodzi z  WYDAWNICTWA POZNAŃSKIEGO.
Nakład – 100 tysięcy;  wydanie II  z  1984 r.

„Tajemniczy gość”

Książeczkę Marka Głogowskiego zilustrowała Hanna Krajnik.

Mam rude, śmieszne warkoczyki i cały nos
w piegach.
Lubię, gdy tatuś nazywa mnie
Wiewiórką, choć tak
naprawdę – mam na
imię Dorota.
To jest mój pokój. Mój własny, mały pokoik.

Tatuś mówi o nim „dziupla Wiewiórki”.
A teraz rozejrzyjcie się po mojej dziupli.
Prawda, że jest w niej jasno i miło?
Sprzątam tu sama: ścieram kurze, zamiatam podłogę, podlewam kwiaty
na
oknie. Spójrzcie, jak pięknie rosną. Mają dużo powietrza i światła…

Aha! Zapomniałam wam powiedzieć, że do mojej dziupli zagląda czasem
tajemniczy gość. Wieczorem, gdy otwieram okno, z balkonu sąsiadów
zeskakuje na parapet puszysta, ciemna kuleczka…

Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 200 tysięcy;  wydanie II  z  1986 r.

„Szkolne przygody Pimpusia Sadełko”

Książeczkę Marii Konopnickiej zilustrował Jerzy Flisak.

… W nocy lament… Co takiego?
A to Pimpuś miauczy srodze.

Kawał futra brak na grzbiecie,
po psich zębach znak na nodze.

Wstaje pani Matusowa:
kataplazmy, szarpie, plastry…
„Ach, już nigdy – stękał Pimpuś
– nie zaczepię psiej hałastry”.

Całą noc biegały koty,
ten z miseczką, ten ze świecą…
aż nad ranem ledwo Pimpuś
obwiązany usnął nieco.

Długie potem przyszły chwile
rozmyślania i niemocy.
Nieraz Pimpuś i zapłakał
w swym łóżeczku siedząc w nocy.

„Ach! Cóżem ja, nieszczęśliwy,
najlepszego zrobił w świecie!
Jakże teraz się rodzicom
pokażę z tą łatą w grzbiecie!…

Książeczkę wydała  NK  w  1983 r.  Nakład – 500 tysięcy;  wydanie – VIII.
TUTAJ – wydanie  III  z  1956 r.

„Czarownica z Babiej Góry”

Baśń o dawnej Orawie… opowiedziała wierszem Anna Przemyska.
Ilustrował Zbigniew Rychlicki.

Ka bywas, zbojniku,
chudobna siroto?
Nika nie mos chaty,
nikt nie stoi o to.

Chałupe mom wielgą,
izdebke niemalą,
forszty mom ze skały,
niebo jest powałą.

Ka chodzis, zbojniku,
chudobna siroto?
Nie rade ci dziewki,
nie puscają do dom.

Ja mom panne ślicną,
chodzimy we dwoje,
woła się ciupaska,
o inną nie stoję.

Hej!

Książeczka była wydana przez WYDAWNICTWO LITERACKIE
na czterechsetlecie Orawki, założonej przy trakcie solnym w roku 1585.

Wydanie – I,  nakład – 80 tys.

„Wesele hipopotama”

Wierszyki Anny Świrszczyńskiej zilustrował Jerzy Markiewicz.

O  CZUPURKU  ZŁOŚNIKU /fragment/

Wezmę patyk i piórka, wezmę kawałek sznurka.
Zrobię sobie Czupurka.
Z piórka sznurka patyka –
zrobię małego Czupurka złośnika.
I zrobiłam. I stoi.
Taki ładny, że poweselał pokoik.

– Chodź tu, Czupurek, włożę ci kapturek.
I czerwone kalosze, żebyś na spacer poszedł.
A Czupurek – niedobre stworzenie –
krzyczy, że nie!

Nie grymaś, mój panie,
siadaj i jedz śniadanie.
A czupurek, złośnik nad złośnikami,
tupie nogami.

Postawiłam go do kąta.
– Kiedyś taki, to śmieci sprzątaj.
Weźmiesz tę wielką szczotkę, co w kącie stoi
i zamieciesz pokoik.

A Czupurek biedaczek
płacze.
I mówi cichuteńko przez łzy,
że tak się boi tej wielkiej szczotki, aż drży…


Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 60 tysięcy;  wydanie I  z  1983 r.

„Pięciu braci Li”

Chińskie bajki ludowe i przysłowia zebrała i opracowała Maria Górska.
Ilustrował Jerzy Srokowski.

JAK  ZWAŻYĆ  SŁONIA /fragmenty/

Był przed laty w Chinach sławny wojownik Tao-Tsen. Pewnego razu otrzymał
w darze olbrzymiego słonia…

Wezwał swoich nadwornych doradców i mędrców i rzekł:
– Wezwałem was, bo chcę usłyszeć z waszych ust,
jak zważyć słonia. Mędrcy spojrzeli po sobie niepewnie. Poprosili o czas do namysłu…
Udali się mędrcy do swoich domów i myśleli całą noc.
Rano przybyli do pałacu.
– Jakże? Wymyśliliście? – spytał Tao-Tsen.
– Wymyśliliśmy – odpowiedzieli mędrcy chórem…
– Nie ma w całych Chinach tak wielkiej wagi, żeby można było zważyć na niej słonia – czytał z powagą tłusty mędrzec. A Tao-Tsen kiwał głową przyznając mu słuszność.
– I dlatego – ciągnął dalej mędrzec – rada najmędrszych z mądrych orzekła,
że aby zważyć słonia, należy porąbać go na kawałki, zważyć każdy kawałek
z osobna i liczby do siebie dodać.
Tao-Tsen otworzył szeroko oczy, podskoczył z gniewu i krzyknął:
– Czy już nic bardziej głupiego nie zdołali wymyślić najmędrsi spośród mądrych?! Czyżby w całych Chinach nie znalazł się człowiek, który by mógł mi powiedzieć, jak należy zważyć słonia?!

I oto rozległ się cienki głosik:
– Ja wiem, jak należy zważyć słonia.
Powiedział to Tin-Li – mały synek ogrodnika…

Książeczkę wydała  NK  w 1969 r.  Nakład – 90 tysięcy;  wydanie – VIII.

„Historyjki o Lwie, o Słoniu, o Kotku,

… i kilka jeszcze innych w środku”.
Autorem książeczki jest Claude Aveline /1901 – 1992/.
Przełożył Ludwik Jerzy Kern /1920 – 2010/.
Ilustrowała Olga Siemaszko /1914 – 2000/.

Woda zmarszczona była jak pralka.
Po wierzchu falkę goniła falka.
A goniąc
falka falkę pytała,
czy tego ptaszka gdzieś nie widziała.
Aż w końcu wszystkie wołały tak:
– Gdzież jest ten ptak?
– Gdzież jest ten ptak?

… Ja jestem właśnie cud natury,
ja jestem właśnie ptaszek, który
fruwa i w morzu
i raz nawet był w Raciborzu.
Fru-fru-fru-fru,
fru-fru-fru,
obecnie sobie fruwam tu…

Książeczkę wydała  NK w 1968 r.  Nakład – 30 tysięcy;  wydanie – II.

WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY


Autorem ilustracji jest MACIEJ ANDRZEJCZAK – lat 15 !!!!

« Older entries Newer entries »