„Opowieści czerwcowe”

7 opowieści Michała Lorenca zilustrował Marek Goebel.

Opowieści czerwcowe_okładkaNazywał się Józef Grzyb i był królem w swoim państwie. Ale królestwo, zwłaszcza rządzenie w nim, sprawiało Grzybowi niezmierną przykrość. Król bowiem był z tych Grzybów, którzy od rządzenia woleli spokojną i cichą samotność.
Pałac służył Grzybowi wyłącznie do przyjmowania ważnych gości zagranicznych, ale i wtedy król starał się siadać na zydlu, a nie na tronie.

Gdy tylko gość opuszczał pałac, by powrócić do swego państwa, król zdejmował koronę, przywdziewał trampki, do trampek przymocowywał wrotki i jechał do…

Opowieści czerwcowe_blog
Książeczka pochodzi z LSW.  Nakład – 20 tysięcy;  wydanie I  z  1980 r.

Reklamy

„Jak chrzciłem niedźwiedzia”

Autorem książeczki jest Rudo Moric /1921 – 1985/.
Przełożyła Emilia Witwicka. Zilustrował Marek Goebel.

Jak chrzciłem niedźwiedzia_okładkaZadzwonił telefon. Mówią, że z ogrodu zoologicznego. Kto też do mnie nie dzwoni – pomyślałem i pytam:
– A w jakiej sprawie?
– Chcielibyśmy pana prosić… – głos zamilkł.
– No, to niech pani prosi – zachęcam kobiecy,
a mówiąc dokładnie, dziewczęcy głosik.

– Chcielibyśmy zapytać, czy zgodziłby się pan
być ojcem chrzestnym?

Pot wystąpił mi na czoło.
– A dlaczego właśnie ja? – pytam.
– Widzi pan, to będzie bardzo miła uroczystość, przyjdzie dużo dzieci,
więc pomyśleliśmy…
– A komu powiększyła się rodzina?…

Jak chrzciłem niedźwiedzia_blog
Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 100 tysięcy;  wydanie I  z 1986 r.

„Sójka”

Autorem wierszyka jest Jan Brzechwa /1898 – 1966 /.
Ilustrował Marek Goebel.

Wybiera się sójka za morze,
Ale wybrać się nie może.

– Trudno jest się rozstać z krajem,
A ja właśnie się rozstaję.

Sójka_okładkaPoleciała więc na kresy
Pozałatwiać interesy.
Odwiedziła najpierw Szczecin,
Bo tam miała dwoje dzieci,
W Kielcach była dwa tygodnie,
Żeby wyspać się wygodnie,
Jedną noc spędziła w Gdyni
U znajomej gospodyni,
Wpadła także do Pułtuska,
Żeby w Narwi się popluskać,
A z Pułtuska do Torunia,
Gdzie mieszkała jej ciotunia.
Po ciotuni jeszcze sójka
Odwiedziła w Gnieźnie wujka,
Potem matkę, ojca, syna
I kuzyna z Krotoszyna.
Pożegnała się z rodziną,
A tymczasem rok upłynął…

Sójka_blog

… Pomyślała sobie wreszcie:
„Kto chce zwiedzać obce kraje,
Niechaj zwiedza. Ja zostaję”.

Książeczkę wydała  NK  w 1989 r.  Nakład – 225 tysięcy;  wydanie – IV.

Poczytaj_mi_mamo

„O tym, jak jeden utopiec…

… chciał się ożenić”.  Autorem książeczki jest Gustaw Morcinek
/ 1891 – 1963 /. Ilustrował Marek Goebel.

Był raz jeden młody utopiec, który chciał się ożenić. Wybierał i wybierał między utopcównymi, lecz żadna mu się nie podobała. Jedna była zezowata, druga kudłata, trzecia kulawa, czwarta garbata, piąta szczerbata i szpetnie szepleniła, szósta miała krzywe nogi, a siódmej już nie było.

Postanowił przeto ożenić się dziewczyną taką zwykłą, żyjącą na ziemi. Wyłaził przeto z wody, przemieniał się w przystojnego młodzieńca i szukał na tej ziemi takiej dziewczyny, która by mu mogła wpaść w oko…

Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 50 tysięcy;  wydanie I  z 1988 r.

„Zamek Soria Moria”

Autorami norweskiej baśni są: Peter Christen Asbjornsen i Jorgen Moe.
Tłumaczyła Beata Hłasko. Ilustrował Marek Goebel.

Było raz małżeństwo, które miało syna imieniem Halvor. Chłopiec od maleńkości nie chciał się brać do żadnej pracy, tylko siedział i grzebał w popiele.
Rodzice posyłali go na naukę różnych zawodów, jednakże Halvor nigdzie dłużej nie popasał, pozostał najwyżej parę dni i uciekał z terminu do domu, i znowu siedział i grzebał w popiele.

Aż któregoś dnia zjawił się pewien szyper, który zapytał, czy Halvor miałby ochotę popłynąć z nim na morze i poznać obce kraje. Owszem, na to Halvor miał ochotę, toteż nie kazał na siebie długo czekać. Dokąd pożeglowali, tego nie wiem…

Książeczkę wydała KAW  w 1985 r. Nakład – 100 tysięcy; wydanie – I.
Seria  Z krasnalem.

„Zagapienie”

Autorką 25 wierszyków jest Joanna Kulmowa. Ilustrował Marek Goebel.

Ja zagapiam się gapię i gapię
żeby wszystko to
przelać na papier.
Żeby przelać atramentem ceglastym

muchomory
dachy
młyn za miastem.
Żeby przelać atramentem zielonym
liście brzóz.
A czarnym – gawrony.
A niebieskim – nieba niebieskość
właśnie tę na jaką się zagapiam często.
Jeszcze żółtym – wilgi wołanie.
Fioletowym – maciejki zapach.
Bo ja jestem zwyczajna gapa
co dzień po dniu przegapia zwyczajnie.


I najbardziej takie wiersze moje cenię
w których jest
to gapowate
zagapienie.

Książeczka pochodzi z wydawnictwa „GLOB” .
Nakład – 80 tysięcy ; wydanie – I z 1988 r.