„Żabi koncert”

Wierszyki Tadeusza Śliwiaka zilustrowała Emilia Piekarska-Freudenreich.

Urządzały koncert żaby.
Każdy więc, kto bilet nabył,
brzegiem stawu brnął przez błoto
żabiego słuchać rechotu.

Żabi koncert_okładkaIdą rządkiem kaczki kwacząc,
a za nimi sunie kaczor.
Idzie tuzin gęsi szarych,
a za nimi gęsior stary.
Idzie indor i indyczka,
paw dostojny i perliczka.
A na końcu dwa bociany,
każdy z nich ma dziób związany.
Chciał wejść, również tu i rak,
lecz już miejsca było brak.

Usiedli wszyscy.
Uciszył się tłum,
bo zaraz się zacznie
to żabie kum kum…
Pierwsza wystąpiła cętkowana ropucha,
co miała usta od ucha do ucha.
Głos jej echem rozległ się po całym stawie.
Śpiewała, aż jej oczy wychodziły na wierzch.
Po niej rechotały dwie zielone żabki,
co specjalnie przybyły tu gdzieś aż spod Rabki.
A na końcu wystąpił żabi bas i chórek
złożony z jego synów i córek.

Żabi koncert_blog

Znakomity był koncert
proszę Pań i Panów.
Wszyscy wprost w zachwyt wpadali.
Wszyscy –
prócz bocianów.
Bo one przekonane były o tym święcie,
że nie na koncert przyszły,
ale na przyjęcie.

Książeczkę wydał  KAW  w 1978 r.  Nakład – 80 tysięcy;  wydanie – II.

Reklamy

„Jak mała Agata…

szła na koniec świata” Janusz Domagalik /1931 – 2007/.
Ilustrowała Emilia Piekarska_Freudenreich.

Jak mała Agata_okładka… mama i tata w tej bajce nie występują, bo wyjechali. Pociągiem na wczasy. A babcia poszła ich odprowadzić
i nie wraca. Jest jeszcze Agaty brat, ale tak jakby go nie było. Bo śpi. I byle tylko nie płakał, to się w tej bajce nie liczy. To jeszcze bardzo małe dziecko, a bajki są przecież dla większych dzieci.

Więc to jest bajka? A tak. Prawdziwa? Jeszcze jak!

I co dalej? Ano właśnie. Została Agatka w zamkniętym mieszkaniu i kręci się po nim. Tu zajrzy, tam przystanie. O, tu kwiatki. A tam mucha na ścianie. Tutaj szafa, a tam okno. Może podlać kwiaty, żeby miały mokro? A za nią krok w krok… czyli trop w trop łazi wielkie psisko. Już to Agatę zaczyna złościć.
– Trop! Przestań wreszcie za mną chodzić, wiesz? – skrzyczała psa, aż opuścił łeb. I nagle coś jej przyszło do głowy…

Jak mała Agata_blog

Książeczkę wydała  KAW  w 1983 r.  Nakład – 60 tysięcy;  wydanie – I.

„Dlaczego woda morska jest słona”

Odpowiedzi na tytułowe pytanie – korzystając z ludowych wątków skandynawskich – udzieliła Maria Niklewiczowa /1892 – 1985/.
Książeczkę ilustrowała Emilia Piekarska-Freudenreich.

… Wbiegł na statek, podniósł co prędzej kotwicę, rozwinął żagle i odpłynął.
Kiedy znalazł się na pełnym morzu, postanowił od razu wypróbować swój młynek i kazał mu mleć sól. Posłuszny młynek zatrząsł się, zaterkotał i zaczął pracować tak gorliwie, że wnet napełnił kapitanowi skład na dnie statku. Ale sypał sól i sypał dalej bez ustanku, choć kapitan próbował go zatrzymać na wszelkie sposoby.

Statek zasypany solą, byłby zatonął pod ciężarem, więc kapitan z wielkim żalem musiał wrzucić młynek do morza, żeby się ratować.
Teraz młynek leży na dnie i wciąż miele sól, a fale roznoszą tę sól po wszystkich morzach świata.


Książeczka wydana przez KAW należy do serii Z krasnalem.
Nakład – 200 tysięcy. Wydanie I z 1980 r.