„To już zima”

Wierszykowi  Jerzego Ficowskiego /1924 – 2006/
… towarzyszą zimowe akwarele Wiktora Zina /1925 – 2007/.

Kiedy woda udaje, że jest szkłem,
to już wiem, co to znaczy, dobrze wiem:
to już zima.

stary wiatrak blogKiedy deszczyk się zmienia w biały puch,
zwykły deszczyk z jesiennych słot i pluch,
to już zima.

Kiedy z ziemi tysiące różnych barw
znikną gdzieś, jakbyś wszystkie gumką starł,
to już zima.

Kiedy rankiem wyrosną u twych szyb
srebrne kwiaty, choć nie siał tu ich nikt,
to już zima.

Kiedy oddech bielutki frunie z ust,
bo go mróz tak pobielił, tęgi mróz,
to już zima.

Zima_blog

Po tym wszystkim, com ci przed chwilą rzekł,
poznasz łatwo, gdy spadnie pierwszy śnieg,
że już zima.

Reklamy

„Kolorowe bazie” – Jerzy Ficowski

Wielkanoc 02W Wielkanocny dzień do domu
przyszły białe bazie w gości,
by pisankom po kryjomu
kolorów zazdrościć.

Bo ich nie pomalowano,
nikt o baziach nie pamiętał,
choć też pragną na Wielkanoc
przywdziać strój od święta.

Nie chcą się już dłużej bielić,
chcą w zieleni żyć, w purpurze!
Czyż są gorsze aniżeli
zwykłe jajko kurze?

Aż z lusterka przyfrunęła
malusieńka, śmieszna tęcza.
Zaraz wzięła się do dzieła,
by je poupiększać.

Wielkanoc 02 2013_blog

Ubarwiła każdą baźkę
mała tęcza uśmiechnięta!
I dopiero wtedy właśnie
zaczęły się święta.

Pocztówki – z lat sześćdziesiątych – Teresy Wilbik

„Kolorowy kalendarzyk”

Autorem wierszyków o miesiącach jest Jerzy Ficowski /1924 – 2006/.
Ilustrowała Bożena Truchanowska.
.
Kolorowy kalendarzyk_okładka„LUTY”

Często w nim bywają jeszcze
mrozy trzaskające,
za to jest w calutkim roku
najkrótszym miesiącem.
Lecz nie zrobi nam nic złego
mroźny koniec zimy,
nakarmimy głodne ptaki,
w piecu napalimy.

Szczerze luty zęby sopli,
wszystko mrozem ściska.
Niech tam sobie! Wkrótce przyjdzie
kryska na Matyska!
Gdy obuję ciepłe buty
i gdy kożuch włożę,
niech tam sobie mroźny luty
sroży się na dworze.

Kolorowy kalendarzyk_blog

Książeczkę wydała  NK  w 1964 r.  Nakład – 30 tysięcy;  wydanie – I.

„Maciupinka”

Autorem książeczki jest Jerzy Ficowski / 1926 – 2006 /.
Ilustrował Józef Wilkoń.

Przy Alei Róż 40
żyła sobie w pewnym mieście
Maciupinka – mały duszek.
Więc ją wam przedstawić muszę:

Maciupinka mieszka w kwiatach
i od wiosny, aż do lata
pracy ma ogromnie dużo,
bo rozwija pąki różom,
by się każdy kwiat rozchylił
dla pszczół, trzmieli i motyli.

W krzaku purpurowej róży
czas się Maciupince dłużył.
Zazdrościła zwykłej musze:
– I ja w świat wyruszyć muszę,
by spod różanego dachu
dotrzeć aż na Dziki Zachód.
Gdy zasłynę w wielkim świecie,
wszyscy o mnie się dowiecie!

I uciekła rankiem w piątek.
Taki przygód jest początek…

Książeczka pochodzi z  KAW.   Nakład – 60 tysięcy;  wydanie II z 1974 r.

„Syrenka”

Przygody Syrenki opisał Jerzy Ficowski /1924 – 2006 /.
Ilustrowała Ewa Gaudasińska.

Wytrysnęło w górach źródełko,
Przeźroczyste, dzwoniące jak szkiełko,
Popłynęła woda potokiem
Z góry śnieżnej, z góry wysokiej.
Tak płynęła, aż z czasem urosła,
Z wodospadu skakała w wodospad,
W kamień biła, co w drodze jej stanął,
I pieniła się białą pianą.

Gdy w doliny spłynęła nisko,

Nie Wisełką już była, lecz – Wisłą…


Książeczkę wydała  NK  w 1975 r.  Nakład – 60 tysięcy;  wydanie – II.

„Wisła wpadła do Bałtyku”

57 wierszyków napisał Jerzy Ficowski / 1924 – 2006 /.
Ilustrował Gabriel Rechowicz / 1920 – 2010 /.

                    SZRON
Jak pięknie się zrobiło dziś!

Park pełen białych jest koronek:
każda gałązka, zeschły liść
są przystrojone białym szronem.

– Skąd wziął się szron ten?
Czy wiesz?
– Nie…

– To rzecz zwyczajna jest i prosta:
bielutką niby mleko mgłę zaskoczył mróz.
I tak szron powstał.

Tak zanim noc się stała dniem
mróz mgłę przemienił w szron po troszku…
No, teraz wiesz już wszystko.


– Wiem!
Ten piękny szron to jest
mgła w proszku.

Książeczkę wydała  NK  w 1987 r.  Nakład – 40 tysięcy;  wydanie – I.

„Dom, w którym śmieszy”

Wierszyk Jerzego Ficowskiego zilustrował Zdzisław Witwicki.

Jest wśród wielu baśni naszych
baśń o domu, w którym straszy,
w którym zawsze przed północą
strachy pięścią w mur łomocą,
aż psy wyją wniebogłosy,
aż na głowie stają włosy,
aż na strychu puszczyk wrzeszczy,
księżyc zaś dostaje dreszczy.

Ale ja wam powiem szczerze –
w jedną tylko bajkę wierzę
spośród całej bajek rzeszy:
w baśń o domu w którym śmieszy!

W owym domu przed północą
gwiazdki spoza szyb chichocą,
na suficie tańczy pająk,
cienie aż się  pokładają
i i trzepocą w świetle słodkim
ćmy wesołe jak łaskotki.

Gdybyś w takim domu usnął,
te łaskotki sen twój musną,
aż tak będzie uśmiechnięty,
jakby go ktoś łechtał w pięty.
Widząc w lustrze swe odbicie,
sen się bawi znakomicie,
krąży jak na karuzeli,
wszystkich śpiących rozweseli.

To jest dom najbardziej wesół,
lecz niestety – bez adresu!
Sam go znajdziesz kiedy zaśniesz.
Może to jest twój dom właśnie?

„Tęcza na niedzielę”

39 wierszyków Jerzego Ficowskiego /1924 – 2006 /
zilustrował  Zdzisław Witwicki.

Jaś pytaniami mnie zadręcza:
– Czy na niedzielę będzie tęcza?
– Czy nie uwiera śliwki pestka?
– Czy czerwień może być niebieska?
– Czym łatać można dziurki w serze?
– Czy deszcz się mierzy kroplomierzem?

Tak za pytaniem gna pytanie.
Trzeba by odpowiedzieć na nie,
lecz wszystkie dziwne nadzwyczajnie:

– Gdzie konik polny ma swą stajnię?
– Czy mucha miewa muchy w nosie?
– Kto złościć się pozwala osie?
– Czy nie zabłądzi w  muszli ślimak?
– Czy klops wrażliwy jest na klimat?


Na szczęście Jaś nie czeka wcale,
bym odpowiedział. Pyta dalej:

– Którędy idzie się przed siebie?
– Na czym siadają  ptaki w niebie?
– Dlaczego deska jest drewniana?
– Czy człowiek musi mieć kolana?

Lecz ja nie martwię się tym, bowiem
wiem, że i tak mu nie odpowiem,
bo tak mnie pyta wciąż od nowa,
że wcale nie da dojść do słowa!

Książeczka wydana przez Naszą Księgarnię w 1971 r.
Nakład – 30 tysięcy, wydanie – I.

„Gałązka z Drzewa Słońca”…

… jest zbiorem 36 cygańskich baśni Jerzego Ficowskiego/ 1924 – 2006 /.
Ilustrowała Olga Siemaszko / 1911 – 2000 /.

Krótka bajeczka
Był raz sobie chłop i zaprzągł pewnego dnia swoje woły do pługa. A kiedy już woły były zaprzęgnięte, pognał je w pole na orkę. Na polu pług wyorał ze skibą ziemi skrzynkę z żelaznym wieczkiem. Uniósł chłop żelazne wieczko tej skrzynki znalezionej w ziemi, aż tu nagle wyskoczył z niej zając i pobiegł
w pole. Zając ten miał maleńki króciutki ogonek.
A że ogonek zajęczy był taki krótki, to i ta bajka musi być krótka. Z pewnością gdyby zając miał ogonek dłuższy, dłuższa byłaby i moja bajka,  ale
mały ogonek miał zajączek, więc maleńką bajkę kończę.

Książeczkę wydała – w 1989 r.Młodzieżowa Agencja Wydawnicza.
Nakład – 60 tysięcy, wydanie – IV.


I jeszcze zakończenie baśni „O bocianie ze złotym piórkiem”:
Baśń moja się skończyła wreszcie.

Niech idzie spać, kto ma ochotę!
I ja bym był szczęśliwy – wierzcie,
gdybym miał takie piórko złote!