„Nasza mama czarodziejka”

Książeczkę Joanny Papuzińskiej zilustrowała Janina Krzemińska.
Okładka i strona tytułowa – Mirosłwa Tokarczyk.

… – Bardzo dziękuję! – powiedział do mamy.
– Pani mnie odczarowała! Ja byłem bardzo zarozumiałym chłopcem i ciągle chodziłem nadęty. Zdawało mi się, że jestem najmądrzejszy, najpiękniejszy i najważniejszy na świecie. Od tego nadymania robiłem się coraz większy
i większy, aż w końcu stałem się wielkoludem.
Z początku podobało mi się to nawet, bo byłem największy
i najsilniejszy. Ale co z tego? Nikt mnie nie lubił, nikt nie chciał się ze mną bawić. Teraz wiem, że lepiej być zwyczajnym chłopcem i nie nadymać się. Mogę wrócić do domu. Do widzenia! A tutaj jest piłeczka!
I znów w naszym mieście stało się wesoło i bezpiecznie jak zawsze. Znów mogliśmy spędzać całe dnie w parku. Ale od tej pory nasza mama boi się,
żeby któreś z nas nie zmieniło się w wielkoluda.
Dlatego ma zawsze naszykowaną miseczkę z mydłem i słomką do puszczania baniek. Gdy tylko któreś z nas zacznie sobie myśleć, że jest „naj… naj… naj…”
i nadymać się – mama daje mu słomkę i mówi:
– Masz, popuszczaj sobie trochę baniek mydlanych. To ci dobrze zrobi, wydmuchasz z siebie całą zarozumiałość. Bo zdaje mi się, że jesteś bardzo nadęty.


Jest to ósme wydanie NK  w 1992 r.

„Reksio i Pucek”

Historie psich figlów opisał Jan Grabowski /1882 – 1950/.
Ilustrował Wiesław Wojczulanis /1938 – 2015/.

Za ogrodem była łączka. Na niej pasły się dwie krowy.
Pucek, który nigdy przedtem krów nie widział, bo obórka odgrodzona była od reszty podwórza wysokim parkanem, stanął zdumiony.

– Co to jest? – szepnął do Reksia.
– To jest chodzące mleko – powiedział Reks tonem psa,
który wie wszystko.

– Mleko? – zdziwił się Pucek.
– A mleko – burknął znudzony Reks. – Pociągnij nosem,
to się przekonasz. I przestań mnie nudzić.
Wszystko mu tłumacz, wszytko wyjaśniaj – zrzędził Reksio, który czuł się trochę nieswojo po wyżłopaniu zupki z kubła.

Pucek wyciągnąwszy szyję wąchał.
– Pachnie mlekiem – stwierdził.
– A widzisz – ofuknął go Reksik. – A nie mówiłem ci?
– A gdzie jest w nich mleko? – pyta Pucek.
– Przy ogonie.
– Przy ogonie? A jak pociagnąć za ogon, to co?…


Książeczka pochodzi z  wydawnictwa  POJEZIERZE.
Nakład – 120 tysięcy;  wydanie – XIII z 1982 r.

„Żółte chodaczki”

14 wierszyków Marii Czerkawskiej zilustrowała Danuta Przymanowska-Boniuk.

BRATEK

Rósł na grządce mały kwiatek:
z żółtym oczkiem ciemny bratek.

Podniósł oczko na różyczkę:
– Chciałbym taką mieć siostrzyczkę.

Na to róża rzekła ostro:
– Wcale nie chcę być twą siostrą!

Odwróciła wszystkie płatki.
– Nie chce więcej mówić z bratkiem.

A mak na to purpurowy
woła: – Nie chyl, bratku, głowy!

My jesteśmy braćmi bratka,
a cóż róża? Zła sąsiadka!


Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 300 tysięcy;  wydanie I z 1986 r.

„Towarzysz podróży”

Baśń Hansa Christiana Andersena ilustrował Tomasz Wiśniewski.

… W gospodzie, w wielkiej szynkowej izbie,
zebrała się masa ludzi, bo jakiś człowiek
pokazywał marionetki.
Rozstawił właśnie swój mały teatrzyk, a ludzie
usadowili się naokoło, aby zobaczyć widowisko;
ale na samym przodzie zasiadł stary, gruby rzeźnik,
zajął najlepsze miejsce.
Jego wielki buldog – och, jak ten pies złośliwie wyglądał! – usiadł obok niego i wytrzeszczał tak samo oczy jak wszyscy inni.

Przedstawienie się rozpoczęło, a była to śliczna komedia z królem i królową. Siedzieli na aksamitnym tronie, na głowach mieli złote korony i długie treny
przy szatach, bo mogli sobie na to pozwolić.

Śliczne drewniane lalki o szklanych oczach stały przy drzwiach, otwierały je
i zamykały, aby świeże powietrze miało dostęp do pokoju.
Było to naprawdę prześliczne przedstawienie i wcale nie smutne, ale właśnie, kiedy królowa
wstała z tronu i przeszła przez pokój, wtedy…


Książeczka pochodzi z  KAW.  Nakład – 150 tysięcy;  wydanie I z 1987 r.

„Podróż po Chinach”

Obrazkową książeczkę Bronisławy Wilimowskiej /1909 – 2004/
wydała  NK  w 1957 r.  Nakład – 100 tysięcy;  wydanie – I.

Autorką”chińskiego” wiersza – nie dla dzieci :) – jest
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska /1891 – 1945/.

„Chinoiserie” – ze zbioru „Różowa magia”

Nie po to chcę jechać do Chin,
by widzieć piękne świątynie,
wieżę jakąś Ming czy Tsin,
lub pejzaż w Kao-linie.

Przecież
póki mam twarz białą z różowym,
bez kurzych łapek na skroni,
marzyć o tym lub owym
nikt mi nie wzbroni.
Otóż:

Chcę jechać do chińskiej miłości,
chcę jechać do chińskiej wiśni,
najłatwiej tam i najprościej
sen chiński mi się wyśni.

Może
jakiś szumiący dostojnik
nieznany, żółty i ciemny,
w ramionach jedwabiem strojnych
nauczy mnie chińskich tajemnic?

 Jakich?
Tajemnic laki, herbaty,
płaskich jak liść kapeluszy,
pagód i smoków rogatych,
i mojej własnej duszy.