„Alarm” – Antoni Słonimski

„Uwaga! Uwaga! Przeszedł!
Koma trzy!”
Ktoś biegnie po schodach.
Trzasnęły gdzieś drzwi.
Ze zgiełku i wrzawy
Dźwięk jeden wybucha i rośnie,
Kołuje jękliwie,
Głos syren – w oktawy
Opada – i wznosi się jęk:
„Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy!”

AS_11_Zamek Królewski_17 września 1939I cisza
Gdzieś z góry
Brzęczy, brzęczy, szumi i drży.
I pękł
Głucho w głąb.
Raz, dwa, trzy,
Seria bomb.

I cisza
Gdzieś z góry
Brzęczy, brzęczy, szumi i drży.
I pękł
Głucho w głąb.
Raz, dwa, trzy,
Seria bomb.

Nie, tego alarmu nikt już nie odwoła.
Ten alarm trwa.
Wyjcie, syreny!
Bijcie, werble, płaczcie, dzwony kościołów!
Niech gra
Orkiestra marsza spod Wagram,
Spod Jeny.
Chwyćcie ten jęk, regimenty,
Bataliony, armaty i tanki,
Niech buchnie,
Niech trwa
W płomieniu świętym „Marsylianki”!

AS_11a

Kiedy w południe ludzie wychodzą z kościoła,
Kiedy po niebie wiatr obłoki gna,
Kiedy na Paryż ciemny spada sen,
Któż mi tak ciągle nasłuchiwać każe?
Któż to mnie budzi i woła?

Słyszę szum nocnych nalotów.
Płyną nad miastem. To nie samoloty.
Płyną zburzone kościoły,
Ogrody zmienione w cmentarze,
Ruiny, gruzy, zwaliska,
Ulice i domy znajome z dziecinnych lat,
Traugutta i Świętokrzyska,
Niecała i Nowy Świat.
I płynie miasto na skrzydłach sławy,
I spada kamieniem na serce. Do dna.
Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy.
Niech trwa!

1 komentarz

  1. arcamal said,

    18/11/2015 @ 01:49

    Czytałem ten wiersz ostatnio w podstawówce, czyli jakieś trzydzieści lat temu … Nie pamiętam już, czy zrobił on na mnie tak samo mocne wrażenie, jak dziś, kiedy czytałem go na głos, ze ściśnętym sercem i drżącym głosem … Pewnie jako dziecko nie do końca zdawałem sobie sprawę z grozy wojny. Może to i lepiej, że nie pojmowałem wówczas w pełni tych spraw. Dziś wzruszenie dławi mi gardło, kiedy wyją syreny pierwszego września i w godzinę „W”, i łzy stają mi w oczach, kiedy sam naciskam klakson, stojąc wyprostowany, z pochyloną w zadumie i smutku głową.
    Podobnie dzieje się ze mną, kiedy czytam kolejny i kolejny raz o powstańczym losie nieszczęsnej łączniczki Krysi Wańkowiczówny, i niedoli jej matki, przeszukującej ruiny unicestwionego miasta w poszukiwaniu zwłok ukochanej córki, pogrążonej w niemej rozpaczy
    Bo Warszawa pozostanie dla mnie na zawsze nieprzemijającym, nieśmiertelnym i niezapomnianym symbolem miasta i ludzi skazanych na zagładę – budzącym grozę przykładem z jednej strony bezmiaru ludzkiego okrucieństwa, a z drugiej cierpienia i nieszczęścia, jakie w jednych wyzwala, a drugim przynosi wojna. Losu zgotowanego człowiekowi przez człowieka
    Nie wiem, czy istnieje przekład tego wiersz na niemiecki (sprawdzę!), ale mam zamiar przełożyć go na niemczyznę na swój i znajomych Niemców użytek. Ku przestrodze i dla zrozumienia. Może niektórzy odnajdą w naszej Warszawie swój Hamburg, swoją Kolonię, swoje Drezno …


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: