Chodził malarz…

od chaty do chaty,
wszystkie szyby
malował nam w kwiaty,
wszystkie okna
malował srebrzyście
w białe gwiazdki
i palmowe liście.


A choć każdy
z malarzem si
ę spotkał,
nikt go nie chciał
zaprosić do środka,
nikt go nie chciał
zaprosić do chaty,
nikt mu za pracę
nie dał zapłaty.

Zagadka Edwarda Szymańskiego pochodzi z książeczki “Zgaduj-zgadula”, o której wspominałam już wcześniej.
A zdjęcie pstryknęłam prawie trzy lata temu, bo 25 lutego 2007 roku.

“Mróz”


W ostry mróz chłopek wiózł
Z lasu chrust na wozie,
Skrzypi coś, oś nie oś,
Trzaska chrust na mrozie.

Tężał mróz, wicher rósł,
Pędząc jak w sto koni,
Trzeszczy wóz, trzeszczy mróz,
Chłop zębami dzwoni.


Szkapa: brr! Chłop jej: prr! -
A podwozie zgrzyta,
Gwiżdże wiatr, śwista bat,
Stukają kopyta.

Chrzęst i brzęk, zgrzyt i stęk,
Hałas jak w fabryce!
Mniejszy mróz, lżejszy wóz
Przy takiej muzyce.

Wierszyk Juliana Tuwima ilustrowała Olga Siemaszko.
A dzisiaj – na termometrze za oknem – zobaczyłam minus trzynaście stopni C !

“Kto wymyślił choinki?”


… Moje kochane dzieci,
był taki czas na świecie,
że wcale nie było choinek,

ani jednej, i dzięcioł wyrywał sobie piórka
z rozpaczy, i płakała wiewiórka,
co ma ogonek jak dymiący kominek.

Ciężkie to były czasy niepospolicie,
bo cóż to, proszę was, za życie
na święta bez choinki – czyste kpinki.

Więc kiedy nadchodziły święta,
dzieci w domu, a w lesie hałasowały zwierzęta:
- My chcemy,  żeby natychmiast były choinki!


Ale nikt się tym nie interesował,
aż wreszcie powiedziała mądra sowa:
- Tak dalej być nie może, obywatele.

Ja z sowami innymi trzema
zrobię bunt, bo choinek jak nie ma, tak nie ma,
tylko mak i suszone morele.

I rzeczywiście: jak przychodziła Gwiazdka,
nic nigdzie nie tonęło w blaskach,
był to widok nader niemiły;

i nikt nie myślał o zielonej świeczce,
i ciemno było, proszę was, jak w beczce,
przez to, że się nigdzie choinki nie świeciły.

Ale w chatce na nóżkach sowich
mieszkał …

O tym, kto mieszkał w chatce na nóżkach sowich i wymyślił choinki… zdradza K.I.Gałczyński w książeczce “Wiersze dla dzieci” :)

“Klient wymarzony”…

… pochodzi z książeczki zatytułowanej “Wiersze dla dzieci” K.I.Gałczyńskiego.
Ilustracje Marka Rudnickiego.

Kapelusze.Kapelusze.
Numery małe. Numery duże.
Żaden nie trafia w sedno.

Dlaczego nie ma średnich numerków?
Stawiam pytanie.Pytam cierpko.
Bo ja mam głowę średnią.

A w ogonku ktoś śpiewa
z Mozarta uwerturę,
oczy ma jak ze srebra,
a czuprynę jak chmurę.

Dziwny facet zaiste.
Raz rumiany. Raz blady.
I uszy ma srebrzyste.
I zbliża się do lady.

Uśmiechnięty radośnie
swą uwerturę pieje.
A głowa raz mu rośnie,
raz (o rany!) maleje.

Kapelusz siłą rzeczy
każdy leży jak ulał,
więc facet nie złorzeczy,
lecz bierze i wybula.

Z powodu tych fantastyk
szmer powstaje wśród osób,
bo zgłębić pragnie każdy
te sztuczki i ten sposób.

Czy to elektrycznością?
Czy jaki zastrzyk nowy?
A gość na to:”Po prostu!
Mam zmienny rozmiar głowy.

Raz jest taka jak bania,
że nie przejdzie przez lufcik,
raz mała niesłychanie,
bo robię się maciupci.

A po czasu upływie
mogą głowę powiększyć”.

“Lecz kto pan jest właściwie?”

“Księżyc”.

Dzisiaj, 3 listopada…

… moja wnuczka kończy roczek i właśnie dlatego cytuję fraszkę “Do wnuczki” – Jana Sztaudyngera.

Mijają lata, nie wierzy mi,
Bo jej dopiero mijają dni.

Poza tym, wierszyk “Na narodziny wnuczki” Władysława Broniewskiego, też bardzo mi się podoba.

Na narodziny wnuczki_blogJestem sobie dziadzio maluczki,
piszę mały wierszyk dla wnuczki:
po to, żebyś Ewciu, była jak grusza w Płocku
w ogrodzie mojej Matki,
kiedy księżyc chodzi o północku,
taki piękny i dziwny i rzadki,
zakochany w starej drewnianej dzwonnicy,
a może w naszym ogrodzie,
może zresztą w całej okolicy,
w wiślanej wodzie;
żebyś była jak konwalie w maju,
jak grusza w kwietniu,
jak najcichsza nad strumieniem zaduma,
jak spojrzenie na Wisłę zza tumu -
no, i żebyś kiedyś była stuletnia.

Rysunek Olgi Siemaszko.

Dzień Zmarłych

Zaduszki_bl


Zaduszki

W Dniu Zaduszek, w czas jesieni,
odwiedzamy bliskich groby,
zapalamy zasmuceni,
małe lampki – znak żałoby.

Światła cmentarz rozjaśniły,
że aż łuna bije w dali,
lecz i takie są mogiły,
gdzie nikt lampki nie zapali.

Ten wierszyk przepisałam z książeczki “Dla dzieci” – Władysława Broniewskiego. Rysunek – Olgi Siemaszko.


“Po drabinie”…

… to tytuł wierszyka Janiny Porazińskiej z książeczki “Psotki i Śmieszki”.

Na drabinie_blog

Spojrzał znów na kalenicę,
“Siedzi wróbel. Tego chwycę!”
Włazi kotek
po drabinie,
po drabinie,
po drabinie…
Już ostatni miał szczebelek.
A wtem frrr… uciekł wróbelek.

Kolejna zwrotka jest powtórzeniem drugiej, a ostatnia – trzeciej.
Rysunek  – Zbigniewa Rychlickiego.

No i pomyliłam się w tytule wierszyka. Powinno być: “Po drabinie”. Koniecznie muszę to zmienić, ale nie teraz :(


Trzy wierszyki…lokomocyjne…

… Władysława Broniewskiego, z książeczki “Dla dzieci”.

Tramwaj_blog Tramwaj
Tramwaj z rana jest wesoły,
bo odwozi nas do szkoły.
Do południa mu się nudzi,
bo w tramwaju mało ludzi.
A o drugiej na przystanku
głośno dzwoni: “Wsiadaj Janku!
Ale nie skacz do mnie w biegu,
Bo się może stać coś złego!”
Dzyń-dzyń-dzyń. Przed domem staje.
Można lubić i tramwaje.

Parowoz_blog Parowóz
Stoi na szynach ciężka maszyna,
dymem i parą bucha z komina,
gwiżdże i syczy, stęka i sapie,
tłusta oliwa z boków jej kapie.
To jest parowóz. Po to zrobiony,
żeby po szynach ciągnął wagony.
Węgla mu sypią, wody mu leją,
żebyśmy mogli jeździć koleją,
zwiedzać dalekie, obce krainy,
wszędzie dojechać tam, gdzie są szyny.

Samolot_blogSamolot
W górze, w górze, warcząc śmigłem,
prując błękit białym skrzydłem,
mknie samolot tak wysoko,
że go ledwie dojrzy oko.
Taki lot – to rzecz wspaniała!
Ziemia w dole – taka mała.
Dookoła – blask i błękit,
Chmurkę – można wziąć do ręki!
Już odleciał ptak stalowy,
pospuszczały dzieci głowy,
ale każde marzy o tym,
żeby latać samolotem.

Ilustracje Olgi Siemaszko.

Dwa wierszyki … szkolne …

… Władysława Broniewskiego z książeczki “Dla dzieci“, pewnikiem, przypomną nam o zbliżającym się Dniu Nauczyciela :)

literki_blog Literki
Raz literki w abecadle
chciały się zabawić
i kłóciły się zajadle,
jak by się ustawić.
A krzyczało: – Chcę być pierwsze!
ale B nie chciało,
C i D zgubiły wiersze,
E pod stół zleciało.
O, toczyło się, toczyło,
Aż w kałamarz wpadło.
Tak o miejsca się kłóciło
całe abecadło.
Nagle słychać głosik Anki:
“Cicho mi w tej chwili!
Marsz literki, do czytanki,
jak was ustawili!”

Drugi wierszyk nosi tytuł: “Teczka Zosi

Teczka_blogKrzyk i hałas słychać z teczki:
“Zróbże, Zosiu, porządeczki!”

Płaczą kredki i ołówki -
połamały im się główki.

Płacze książka z wielkim kleksem,
wstyd mieć w teczce taką beksę.

Guma “Myszka” myśli sobie:
“Ma być czysto? Ja to zrobię”.

Ilustracje – Olga Siemaszko

Minął pierwszy miesiąc …

… mojego blogowania, po którym okazało się, że … w temacie książeczek, to końca nie widać :) Tak więc, dla urozmaicenia, dodam coś do innej kategorii.

dzialka_okladka_blog
Działka

Najlepszym wiosennym lekarstwem jest – działka.
Działka nam zdrowie wprowadza do ciałka,
Gdy w łapki się chwyci szpadelek, lub grabki,
Znikają bronchity, katary i sapki.

Po zimie najczęściej czujemy się głupio.
To kolki nas kłują, to stawy nas łupią,
Rączkami bez przerwy się za coś trzymamy,
Witamin nie mamy, kaszlemy, kwękamy,
A ciałko w całości to jedna pokusa
Dla byle wisusa wirusa.

dzialka_02_blogTymczasem, jak celnie to gość jeden ujął,
Wirusy na działkach fatalnie się czują,
Zupełnie tak samo, jak mors na Saharze,
Lub kirus w mlecznym barze.
Gdy słyszą, że ktoś się na działkę wybiera,
Wpadają w depresję: “A niech to cholera”
I w strasznym popłochu wynoszą się z ciałek,
Z tych ciałek dążących w kierunku działek.

narcyze_blogI mając wirusów tych coraz to mniej,
I zgiąć się nam łatwiej,
I kucnąć nam lżej,
I gładko nam idzie kopanie jak rzadko,
I zgrabniej rabatkę równamy łopatką,
I chwast usuwamy, co jest jak zakałka,
I proste to w końcu jak strzałka,
Że z nas również korzyść ma działka.

Działkowy wierszyk  Ludwika Jerzego Kerna przepisałam z książki Mały domek na działce, wydanej w 1981 r.
A narcyze właśnie kwitną na naszej działce :)

« Starsze wpisy